Share
Go down

Re: Elijah x Geraldine

on Pon Mar 05, 2018 12:13 am
// ulice w centrum
- Skarż się zrzędo, ciekawe kto mi cokolwiek zrobi. - Krzyknęła jeszcze słysząc słowa mężczyzny. Kobieta nie bała się konsekwencji, wiedziała, że jeśli ktokolwiek dowiedział by się o tej sytuacji, to by się specjalnie nie zdziwił. Wszyscy jej bliscy wiedzieli bowiem, że jeśli chodzi o zwierzęta, to nie ma żadnych zahamowań. Zupełnie zignorowała słowa mężczyzny, że może nieść psa. Działała instynktownie.
Geraldine szła przed siebie bardzo szybkim krokiem. Mruczała coś pod nosem do psa, którego niosła na rękach. Dawno nie zdarzyło jej się tak pruć przed siebie niczym błyskawica. Była bardzo dobrze zmotywowana, zależało jej na pomocy temu biednemu stworzeniu. Nie mogła zrozumieć postawy ludzi obecnych w sklepie. Nie mięli oni za grosz współczucia. Gdyby wszyscy byli tacy jak oni, to świat byłby okropny. Kobieta na ogól była bardzo optymistyczna i spokojna, kiedy jednak ktoś ją wyprowadził z równowagi, a zdarzało się to naprawdę rzadko zaczynała pokazywać rogi. Nie potrafiła zrozumieć odmówienia pomocy bezbronnemu stworzeniu. Ona uważała to za swój obowiązek. W końcu była lekarzem zwierząt, jak więc mogłaby przejść obok krzywdy jakiegokolwiek obojętnie. Całkiem szybko przeszli te kilka przecznic. Policzki kobiety był różane od wiatru i wysiłku. Stanęła przed drzwiami gabinetu, po czym spojrzała za siebie, by zobaczyć, czy Hayes nadal jest gdzieś z nią, czy odpuścił. Uśmiechnęła się, gdy go zobaczyła, w sumie nie wiedziała, czy nie zniknie po drodze zostawiając ją z tą biedną przybłędą. 
- Mógłbyś wyciągnąć klucze z kieszeni mego płaszcza? Prawa jakby co. - Nie miała rąk, by załatwić to sama, a nie chciała odkładać psa pod drzwiami, nie był to przecież worek ziemniaków. 
- Nie do końca lekarzem, w sensie weterynarzem tylko, kocham zwierzęta, więc jakoś tak wyszło. - Najwyraźniej zaczynała się uspokajać, bo powoli wracała do typowych dla siebie słowotoków. Jeszcze chwila i będzie znowu wesołą Geraldine.
Kiedy mężczyzna otworzył drzwi ( o ile to zrobił) weszła do środka i od razu skierowała się w stronę sali zabiegowej.
- Już prawie po wszystkim malutki.- Odparła spokojnie do psa. Pozostało tylko zszyć mu tą ranę i powinien być zdrów jak ryba.
avatar
Śnieżynka

Re: Elijah x Geraldine

on Pon Mar 05, 2018 2:55 am
< Ulice w centrum

  Koła roweru cykały charakterystycznym dźwiękiem, który z pewnej odległości mógł być dla McDonald niesłyszalny. Była zresztą zaaferowana czymś, a raczej kimś innym. Prawdopodobnie w uszach brzmiał jej jeszcze gniew na sytuację sprzed paru chwil. Hayes szedł za nią, w pewnej odległości i wcale się nie spieszył. Wprawdzie prowadził jej rower, ale nie musiał tego robić. Ani go zostawi, ani ukradnie. Nie miał również najmniejszego interesu w podążaniu za psem, którego trzymała na rękach. Może w tym wypadku zadziałała zwykła ciekawość? Oparta po części na emancypacyjnym wyrazie jej spodni. Z tejże ciekawości był posłuszny? Bo jak inaczej nazwać bezwolne wykonywanie jej poleceń?
  Dotarłszy na miejsce wyminął Geraldine o parę kroków. Odstawił rower w wolne miejsce i nie przerywając płynności ruchów, sięgnął do wskazanej kieszeni jej płaszcza. Natknął się jeszcze na coś oprócz kluczy? Nie było to nazbyt istotne, bo i tak nie zainteresował się niczym poza kluczami.
Ktoś w rodzinie był weterynarzem? – zapytał przystępując do drzwi, które potem prędko otworzył. Pytanie miało pewien ukryty cel, ale nie musiało zostać odebrane tak jak samo jego założenie.
  Policjant nie wszedł do środka od razu. Najpierw przepuścił Geraldine przodem i wrócił po rower, który na takim zimnie również powinien znaleźć schronienie. W czasie tej krótkiej wędrówki zwrócił uwagę na tabliczki z nazwiskiem, imieniem, czymkolwiek. Mógł zwyczajnie zapytać, ale nie zrobił tego.
Myślę, że mogło wdać się zakażenie. – zauważył plątając się gdzieś po pomieszczeniu. W tę i z powrotem. – Wyglądał na wyjątkowo słabego. – dodał mimowolnie.

Re: Elijah x Geraldine

on Pon Mar 05, 2018 11:26 am
Geraldine raczej nie nosiła nic poza kluczami w kieszeniach. Nawet to było niebezpieczne, bo miała tendencje do gubienia wszystkiego. Dlatego zapewne miała kilkanaście zestawów kluczy zapasowych od swojego gabinetu. 
Kiedy usłyszała słowa mężczyzny, o pytanie, czy ktoś w rodzinie był weterynarzem przystanęła i rzuciła mu niezbyt miłe spojrzenie. Poczuła się w pewien sposób urażona. Czy dlatego, ze była kobietą nie miała prawa się czegoś dorobić, rozwijać w dziedzinie, która ją interesowała? Tak samo twierdziła jej matka, że najlepiej gdyby zajmowała się domem i innymi głupotami jak typowa kobieta. Musiała poświęcić dużo więcej niż mężczyźni, by dojść do tego, co osiągnęła. Nauczyciele, których spotykała na swej drodze traktowali ją po macoszemu. Musiała ciągle udowadniać, że jest na dobrym miejscu i robi, to co potrafi najlepiej.
- Nie, nikt w rodzinie nie był weterynarzem, zdziwiony? - Jej rodzina zajmowała się hodowlą bydła i roślin, także nieco wyszła poza schemat, z czego była naprawdę dumna. Najwyraźniej ten osobik tutaj miał z tym jakiś problem.
- Naprawdę myślisz, że żeby zaistnieć w ciekawych zawodach trzeba mieć wsparcie rodziny, szczególnie gdy jest się kobietą, w ogóle uważam, że ten komentarz był nie na miejscu. - Widać było, że to małe stworzenie faktycznie się zirytowało. Nie była jakąś ogromną działaczką emancypantek, jednak podczas sytuacji takich jak ta coraz bardziej się utwierdzała, że może powinna działać. Trzeba uświadamiać społeczeństwo, że kobiety są równie wartościowe, co mężczyźni. Geraldine nie była w stanie przemilczeć pewnych spraw, mimo, ze nigdy nie starała się specjalnie dzielić swoimi poglądami, w tym przypadku została do tego sprowokowana. Patrzyła ciągle na blondyna i nie mogła uwierzyć, że doprowadził ja do takiej irytacji. 
- Kim właściwie jesteś, żeby mnie oceniać, staram się pomóc i jak zawsze muszą paść jakieś niewybredne komentarze. - Chyba za bardzo dała się ponieść emocjom, powinna zająć się pacjentem, a nie wdawać się w niepotrzebną dyskusję.
- Przepraszam, nieco mnie poniosło, pozwól, że zajmę się tym malcem. - Mimo wszystko, zawsze starała się być grzeczna i nie sprawiać przykrości innym osobom. Mógł poczuć się urażony jej agresywną reakcją, z drugiej jednak strony powinien bardziej przemyśleć to, co mówi. Wzięła głęboki oddech, żeby nieco się uspokoić.
- Faktycznie, nie wygląda najlepiej. Geraldine delikatnie dotknęła łapy zwierzaka. Kobieta wytarła miejsce jałowym gazikiem, następnie przemyła je spirytusem, widać było, że zwierzak zaczyna się denerwować. Sięgnęła do jednej z szuflad po wysterylizowaną igłę i nici, wcześniej jednak dała mu coś na uspokojenie, żeby niepotrzebnie się nie wierzgał, po chwili było po sprawie.
- Trzeba o niego trochę zadbać, bo nie wygląda za dobrze. - Zastanawiała się właściwie, co teraz stanie się z tym psem.
- Zapewne nie masz pojęcia, co z nim teraz zrobić? - Nie mogła przygarnąć sama każdego bezpańskiego zwierzęcia na tym świecie, trzeba będzie poszukać mu nowego domu.
avatar
Śnieżynka

Re: Elijah x Geraldine

on Pon Mar 05, 2018 12:07 pm
  Zatrzymał się gdzieś na samym środku gabinetu. Włożył ręce do kieszeni płaszcza, aby ogrzać wystawione na działanie zimnego wiatru dłonie. Przejechał jeszcze jedną z nich przez twarz i rozmasowując zmęczone oczy, rozejrzał się po pomieszczeniu. Wyglądało na to, że jego misja zakończyła się właśnie tutaj, mimo to ciekawy ostatecznego werdyktu dla Przybłędy, nie ulatniał się jeszcze tymi samymi drzwiami, przez które się tu dostał.
A powinienem? – odbił rzucając jej spojrzenie pełne niezrozumienia. Tym co zbiło go z pantałyku było jej lekkie oburzenie, nie zaś fakt, że ma do czynienia z weterynarz płci przeciwnej do swojej własnej. Uważał zresztą, że do pewnych zawodów nadają się zarówno kobiety, jak i mężczyźni. W przypadku łatania dziur po kulach lub innych obiektach niepowołanych do zagnieżdżenia się w ciele ludzkim, wolał jak dotykały go drobne dłonie kobiety. Miało to coś wspólnego z matczyną opieką i delikatną precyzją. Część z mężczyzn zdecydowanie zaoponowałaby takiemu zdaniu, wszak płeć piękna brzydzi się krwią i brzydotą otwartych ran.
Nic mi do tego, ale nawet wynajęcie gabinetu kosztuje. Żeby się dorobić – zaczął poruszać tematy, które z pewnością nie przypadną jej do gustu. – potrzeba nieraz całego życia. A ty wyglądasz na kogoś, kto dopiero je zaczął. – dokończył, nieco beznamiętnie, jakby wszystko co mówił było skierowane do dziecka, które i tak nie zrozumie co się do niego mówi.
Nikim. – wzruszył ramionami z uśmiechem plątającym się gdzieś niemrawo w kącikach ust. Bawiła go ta sytuacja, na przemian z pozytywnym zdziwieniem i refleksją, która wcale nie była tam potrzebna. Miała rację, nie był w pozycji do jakichkolwiek osądów, jednak nie miał również zamiaru ich wysuwać. Najwyraźniej szukała powodu, aby wyrzucić z siebie tłumione niezadowolenie. Źli, źli mężczyźni. Szowiniści bez głębszej myśli o postępie społeczno-kulturalnym.
Mówiłaś, że możesz się nim zająć? – Ledwo mieszkał we własnym mieszkaniu. Jadł byle co, sypiał z byle kim, chociaż nie byle gdzie. To też było wątpliwe.

Re: Elijah x Geraldine

on Pon Mar 05, 2018 12:43 pm
Być może Geraldine była nieco przewrażliwiona na temat takich komentarzy. Od zawsze była oceniania i porównywana. Była jedyną córką swoich rodziców, posiadała czterech starszych braci, spróbujcie konkurować z tym całym testosteronem. Musiała sobie radzić w starciach z nimi, dlatego nie dawała sobie nic powiedzieć. 
- Dobra, być może miałam łatwiej, ale czy powinnam się za to obwiniać i ograniczać rozwój? Tylko dlatego, że moja rodzina się czegoś dorobiła? Nie uważasz, że takie ocenianie jest nieco krzywdzące, gdybym chciała mogłabym mieć wszystko gdzieś i leżeć całymi dniami, stać ich na to. - Byłoby to dużo prostsze, niż ciągła walka z opinią, że miała wszystko podsunięte pod nos. Widziała, że mało kto brał ją na poważnie, dla nich nie była specjalistą, tylko córką bogatych rodziców, która bawiła się w weterynarza, zapewne myśleli, że gdy jej się to znudzi, to rodzice zasponsorują jej kolejny wymysł, co wcale nie było takie proste. Naprawdę musiała bardzo długo przekonywać ich, że ma to sens i że jest to coś, co chce robić przez cały swój żywot. Do tego wszystkiego była jedyną osobą, która interesowała się rodzinnymi hodowlami i plantacjami, może miała zbyt dużo na głowie i stąd wynikała ta jej irytacja, do tego opinia publiczna myślała, że jako kobieta, do tego najmłodsza nie ma o niczym zielonego pojęcia. Powoli zaczynała wątpić w swoje możliwości. 
- Nie zdajesz sobie sprawy od kiedy doglądałam rodzinnych spraw, łatwo przychodzi ocenianie innych nie sądzisz? - Geraldine dosyć szybko zrezygnowała z rzeczy, którymi zajmuje się młodzież. Chciała pokazać rodzicom, że jest czegoś warta, dlatego każdą wolną chwilę spędzała z ojcem, żeby się od niego jak najwięcej nauczyć. Brakowało jej rozrywki, jednak zawsze była idealna i dobrze zorganizowana, a przynajmniej bardzo dużo wkładała w to, żeby taką być. Widziała w oczach mężczyzny nieco pogardy, uważał, że mówi bez sensu, że ona nic z tego nie zrozumie, tak przynajmniej się jej wydawało. Kiedy odpowiedział na jej pytanie poczuła, że w pewien sposób zachowała się jak ci wszyscy ludzie, którzy ją oceniali.
- Przepraszam, naprawdę to do mnie nie podobne, może lepiej jak przestanę się odzywać, bo chyba ta rozmowa zmierza nie tam, gdzie powinna. - Zdawała sobie sprawy, że przypadkiem zeszli na tematy tak ją drażniące, były to bowiem rzeczy, które irytowały ją od zawsze.
- Nie wiem, czy mój kot go zaakceptuje, ale postaram się mu znaleźć nowy dom, nie musisz się przejmować, stać mnie przecież na wszystko. - Mrugnęła do niego porozumiewawczo okiem. Do dzisiaj nie miała pojęcia, że znajdują się w niej takie pokłady frustracji, że też te kilka chwil spowodowało w niej taką irytację.
avatar
Śnieżynka

Re: Elijah x Geraldine

on Pon Mar 05, 2018 1:14 pm
Zauważyłaś, że pytałem o rodzinę, nie płeć? – odbił pytanie po raz kolejny. Tym razem nie powstrzymał uśmiechu, który wylazł mu na twarz jak mało sprytny kameleon. Nie dostosował się do sytuacji. – Nie podważyłem też żadnej z tych rzeczy, o których mówisz. – A mógłbym, dopowiedział w myślach. Może tylko na to czekała, na porównanie szans, na temat rosnących dysproporcji, polaryzację nie tylko wynagrodzenia, ale umysłów. Śmierci w przestworzach i śmierci w rynsztokach. Zbyt dużo o tym myślał wcześniej. I były to myśli nazbyt kuszące.
Z tego co widzę, lubisz się kłócić. Możliwe, że robiłabyś to samo leżąc całymi dniami, tylko z innej pozycji niż teraz. - ryzykował utrzymując ton poprzedniego dyskursu. Całkiem świadomie, wyłapał bowiem te elementy, które nie współgrały z jej charakterem. Tak mu się przynajmniej wydawało, po tej krótkiej rozmowie i spacerze. – W twoich uszach moje słowa są efektem ubocznym patriarchatu? – zapytał, po raz pierwszy ciekaw co ma do powiedzenia w ogniu tych bzdur, które już między sobą wymienili.
  Skąd mógł wiedzieć, że to do niej niepodobne? Uśmiechnął się w duchu. To był czysty hazard. Udało mu się doprowadzić obcą kobietę do poziomu zdenerwowania, który ocierał się już bardzo blisko o frustrację. Mogło się wydawać, że daje mu to satysfakcję, ale nie było to zadowolenie jednoznaczne.
Przeprosiny przyjęte. – dolał oliwy do ognia. Na swoje nieszczęście, był teraz w zasięgu jej ramion, więc jeśli chciałaby ucieleśnić atak słowny, miała ku temu doskonałą okazję.
Nie, wezmę go. – uciął krótko. Chciał dodać, że gest był w ramach męskiej solidarności i boi się o przyszłość Przybłędy, jednak czuł, że po takich słowach musiałby ją prędko oskarżyć o atak na funkcjonariusza.

Re: Elijah x Geraldine

on Pon Mar 05, 2018 1:46 pm
Nie mogła znieść tego uśmieszku, który rysował się na jego twarzy. Widać było, że czerpie satysfakcję z tej prowokacji, a ona bardzo łatwo dała sobą manipulować. Może przez to, że nie przywykła do takich gier, nie leżało to w jej naturze, wyjątkowo dzisiaj dała się ponieść z prądem. 
- Nie podważasz, ale to, co mówisz brzmi jakbyś traktował mnie jako gorszą. - Żadne z nich nie miało wpływu na to, gdzie się urodziło. Musieli wziąć to, co los im dał i żyć jak najlepiej potrafili. Wykorzystywali szanse, jakie dawało im życie. Geraldine wykorzystywała każdą szansę, jaka była jej dana. Była skoncentrowana na osiąganiu celów, które sobie wyznaczała, wszystko zależało od charakteru. Słysząc kolejne słowa padające z jego ust robiła się coraz bardziej czerwona.
- Szybko stwierdzasz fakty, nie sądzisz. - Tak się składało, że jego ocena bardzo odbiegała od faktów, co okropnie ją bolało. Nie potrafiła zrozumieć dlaczego tak łatwo szło manipulowanie ją. Czuła się bezradna, kiedy słyszała jego argumenty.
- Tak wydaje mi się, że to wszystko przez patriarchat, z drugiej strony może to nie tylko od tego zależy, nie znam cię, nie wiem, czym się kierujesz w swojej ocenie. - Kobieta walczyła ze swoimi emocjami, starała się być opanowana, ale zupełnie jej to nie wychodziło. Zastanawiała się właściwie po co polazła za nim do tego sklepu. Jej dzień byłby dużo przyjemniejszy, gdyby tego nie zrobiła. Kiedy usłyszała kolejne słowa nie wytrzymała, jako, że znajdował się dosyć blisko niej po prostu go odepchnęła, a przynajmniej starała się to zrobić. Zapewne nie miała najmniejszych szans. Ta mała ptaszyna mierzyła się z olbrzymem. 
- Czy musisz być takim dupkiem! - Krzyknęła, już zupełnie nad sobą nie panowała. Zacisnęła pięści, widać było, że niewiele brakowało do przekroczenia przez nią granicy.
- Weźże się zdecyduj, czy go chcesz, czy nie, niby to kobiety mają problem z podejmowaniem decyzji. - Zastanawiała się, czy dobrze zrobi pozwalając psu iść z nim, ona sama pewnie by nie chciała mieć takiego właściciela.
avatar
Śnieżynka

Re: Elijah x Geraldine

on Pon Mar 05, 2018 2:21 pm
A ty jak mnie traktujesz? – Oparł się bokiem o jedną z szafek. Był teraz do Geraldine odwrócony frontalnie, próbował złapać z nią dłuższy kontakt wzrokowy. – Bo wyobraź sobie, nie miałem na myśli tego co ty. – wzruszył ramionami. Widocznie sporo osób traktowało ją w ten sposób. Sądził, że znalazł osobę, która szuka zaczepki dla samej zaczepki i z przyjemnością podjął dyskusję w kierunku wyprowadzenia jej z równowagi. Pomylił się, co nie wykluczało wszystkiego innego. Teraz nie miał ochoty, ani też nie widział sensu w tłumaczeniu się co tak naprawdę chodziło mu po głowie. Zresztą, od początku nie była tego ciekawa.
Emancypantki.
Powiedzmy, że czerpię inspirację z otoczenia. – uniósł brwi na jej argument o "faktach". Był już bliski przeproszenia za wszystko co powiedział, ale na powrót – sprawiała mu ta dyskusja tyle frajdy, że nie mógł jej sobie odmówić. Z człowieka ledwo żywego, pani weterynarz doprowadziła go do punktu, w którym wiedział, że jego dzień będzie o wiele weselszy. I jakie było jego zdziwienie, kiedy blondynka go odepchnęła. Akurat w momencie, gdy chciał założyć ręce na klatce piersiowej, co zachwiało jego równowagą. Musiał się podtrzymać jakiegoś mebla za sobą, aby przypadkiem się nie przewrócić. W reakcji na jej wybuch wypuścił z siebie krótki i zakrawający o niedowierzanie śmiech.
Efekt uboczny wychowania w społeczeństwie patriarchalnym, jak przypuszczam. – prowokował nadal. – Ale równie dobrze może to po prostu przewrażliwione towarzystwo. – Tego akurat mówić nie powinien. Ugryzł się w język i podszedł do burka. Nie był już tak bezpardonowo wesoły.
Psa wezmę, bo boję się o jego zdrowie. – zrobił przerwę. Wyprostował się i spojrzał kobiecie prosto w oczy. Mogła być pewna, że po się po prostu w tej chwili przyglądał, rejestrując każdy mięsień jej zdenerwowanej twarzy. – Psychiczne. – skwitował czekając na – z jednej strony wskazówki jak się kundlem zajmować, z drugiej chyba na jakiś ogólny komentarz.

Re: Elijah x Geraldine

on Pon Mar 05, 2018 6:51 pm
Geraldine skrzyżowała ręce, stała tak naprzeciwko mężczyzny i nie odrywała wzroku od jego twarzy. Widać było, że faktycznie dzisiaj ją poniosło, nie dało się nie zauważyć, że walczyła ze sobą, a do tego jeszcze z jakże przyjemnym mężczyzną. 
- To Ty zacząłeś ten cały spór, który nie ma żadnego sensu! - A może to ona trochę za mocno zareagowała? Nie miała zielonego pojęcia dlaczego ta rozmowa potoczyła się tak jak się potoczyła. Najwyraźniej jeszcze on czerpał z tego radość, bo specjalnie dalej ją prowokował.
- A co Ty sobie wyobrażasz, że umiem czytać w myślach? - Nie sprecyzował się jakoś specjalnie, to mogła poczuć się urażona, może nieco za bardzo brała wszystko do siebie, ale bardzo często ludzie traktowali ją jak rozpieszczonego dzieciaka bogatych rodziców. Powoli zaczynało ją to denerwować i zamierzała wreszcie przestać dawać sobą pomiatać. 
- Nie wiem, czy chodzi o patriarchat, czy o twoje nienajlepsze wychowanie. - Odbijała piłeczkę, może powoli zaczynało jej się to podobać, chociaż przecież zupełnie nie było w jej stylu.Kiedy tak mu się przyglądała nawet nie mrugnęła, oczy jej błyszczały, nie dało się nie zauważyć, że powoli ma już tego dość. Na jej policzku pojawiła się łza spowodowana bezradnością. Słowa mężczyzny chyba faktycznie ją raniły. Sama zdziwiła się, że udało się jej go popchnąć. Punkt dla Geraldine. Miała chyba dzisiaj sporo szczęście. Jego reakcja jeszcze bardziej ją zdenerwowała.
- Chyba zwariowałeś, jak możesz być aż taki bezczelny? Nigdy w życiu nie spotkałam jeszcze tak niesympatycznej osoby jak ty, ale pewnie uznasz to za komplement, co? -  Widać było, że nie potrafi zrozumieć mężczyzny.
- Jesteś pewien, że dasz radę się nim zająć? Trzeba przyjść za tydzień zdjąć szwy.- Nie wyglądał jej na osobę, która umiała zająć się sobą, a co dopiero zwierzęciem. Te komentarze były coraz bardziej uszczypliwe, nie miała zamiaru bardziej się z nim kłócić.
avatar
Śnieżynka

Re: Elijah x Geraldine

on Pon Mar 05, 2018 8:22 pm
  Wzruszył ramionami po raz kolejny. Powoli wyczerpywała jego dzienny limit słów, bo część z rzeczy, które mu wytknęła, najzwyczajniej zignorował.
  Westchnął powoli i przeciągle, mrużąc delikatnie powieki. Nie była w pozycji do wygrania tego sporu. Już sama, niewyrażona jeszcze w słowach erystyka grała na jego korzyść. Kiedy wchodzili do gabinetu, jej policzki były lekko zaróżowione od wiatru i temperatury. Teraz widział wyraźnie jak szklą się oczy Geraldine, jak skóra czerwienieje ze złości i może... wstydu? Nie był aż tak pewny siebie, aby przypuszczać to ostatnie. Nie miała się czego wstydzić, a tym bardziej kogo. Złapał ją kilka razy za słowa, ale nie dała przecież za wygraną i postawiła się przed argumentem – zgrabną lub niezgrabną – fintą.
  Dobrze, że nie potrafiła czytać w myślach. Przegrałby z miejsca. Ale przecież o nic się nie założyli, w nic nie grali. Zauważając łzę na jej policzku miał ochotę ją zetrzeć, ale stał jak sparaliżowany, wpatrzony zdecydowanie zbyt długo w końcówki jasnych włosów Geraldine. Powoli przeniósł wzrok na jej załzawione oczy. Zapomniał, że miał ją przeprosić, zapomniał też, że powinien podziękować.
Myślę, że dam radę. – Przynajmniej przez tydzień. Nie dopytywał o nic więcej, bo sądził, że wszystko wie. Jedzenie, woda, miejsce do spania i zmiana opatrunku. Nic trudnego.
Wyglądało na to, że zakończyli zarówno spór jak i "misję" ratowania psiego tyłka. Hayes miał się już zbierać, ale nie do końca wiedział co powiedzieć oprócz trywialności pożegnanie, które właśnie takie było.
Bywaj. – I było to najgłupsze co mógł powiedzieć, chociaż głupotą było w ogóle się nad tym zastanawiać.

Z/T

Elijah x Geraldine

on Pon Mar 05, 2018 9:10 pm
Geraldine została dzisiaj doprowadzona do takiego stanu, że zupełnie straciła równowagę. Była roztrzęsiona, nie panowała nad sobą w żadnym calu. Nie miała nawet pojęcia, że jest to możliwe. Zdawała sobie sprawę, że w starciu z mężczyzną poniosła sromotną klęskę. Całe to starcie ją przerosło. Być może chodziło właśnie o to, że nie była najlepsza w kłótniach. Po prostu nie nadawała się do tego typu polemik. Może Hayes faktycznie miał rację i to ją tak bardzo zabolało? Że wyszły tutaj na wierzch wszystkie rzeczy, które tak bardzo jej ciążyły. Nie miała pojęcia jak to się stało, że mówiła o takich rzeczach dopiero co poznanemu mężczyźnie. 
Nie odezwała się już więcej ani słowem. Nie miało to najmniejszego sensu, ta cała sytuacja ją przerosła. Odprowadziła go jedynie wzrokiem do wyjścia, nie zaprotestowała kiedy zabierał psa. Pewnie będzie się zastanawiała jak zwierzak się miewa.
Gdy tylko została sama podeszła do stolika na którym przyjmowała pacjentów i mocno w niego kopnęła. Musiała wyładować gdzieś swoje negatywne emocje. Nie myśląc specjalnie zbyt wiele zabrała swoją torebkę i ruszyła do miejsca, które idealnie jej zdaniem się do tego nadawało.
// zt
Sponsored content

Re: Elijah x Geraldine

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach