Grupowo w klubie Rapture
 :: Polis :: Rozgrywki graczy :: Aktywne gry

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Geraldine McDonald

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : 2-5 postów w tygodniu
Liczba postów : 78
Postów fabularnych : 56
Join date : 14/02/2018
avatar
Śnieżynka
Zobacz profil autora http://atlas.forumpolish.com/f34-geraldine-mcdonald
Pon Mar 05, 2018 9:26 pm
First topic message reminder :

// Gabinet Geraldine

Kobieta nadal była roztrzęsiona. Nie wyglądała dzisiaj najlepiej. Oczy miała zaszklone, policzki czerwone od wiatru, a włosy.. cóż też wyglądały interesująco. Jej dzisiejszy wygląd idealnie obrazował to, jak się czuła. Szła przed siebie szybkim krokiem, nie zwracała zupełnie uwagi na mijanych ludzi. O kilkoro z nich nawet zahaczyła, jednak nie przejmowała się tym specjalnie. Jakby jakaś magiczna siła ciągnęła ją do tego miejsca. Samotne picie nie było zupełnie w jej stylu, wszystko, co ją dzisiaj spotykało odbiegało od tego, jak zazwyczaj się zachowywała. Skąd w ogóle w jej głowie narodził się pomysł radzenia sobie z dołem w ten sposób, to też pytanie, na które nie znała odpowiedzi. Szła więc przed siebie, aż dotarła do drzwi. Bywała w tym miejscu nieraz, jednak nigdy nie sama, dziwnie się czuła, gdy weszła do środka.
Od razu, instynktownie skierowała się w stronę baru, oparła się o kontuar i czekała, aż ktoś podejdzie, by przyjąć jej zamówienie. Rozpłaszczyła się gdzieś przy wejściu.  Miała nadzieję, że nie zostanie przyłapana przez nikogo znajomego, nie miała ochoty się tłumaczyć, co właściwie tutaj robiła. Chciała się upić i uciec choć na chwilę od rzeczywistości, która zaczęła ją przytłaczać.

Geraldine McDonald

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : 2-5 postów w tygodniu
Liczba postów : 78
Postów fabularnych : 56
Join date : 14/02/2018
avatar
Śnieżynka
Zobacz profil autora http://atlas.forumpolish.com/f34-geraldine-mcdonald
Sro Mar 14, 2018 12:20 am
Cóż, być może cały dzisiejszy dzień potoczyłby się inaczej, gdyby nie zbyt długi język Geraldine. Ogólnie rzecz biorąc w jej osobie płonął taki ogień, który bardzo ciężko było ugasić. Hayes wylał na nią wiadro zimnej wody. Gdyby nie to zapewne spędzałaby ten wieczór w domu z wielkim kubkiem herbaty przy jakichś papierach, w samotności jak to miała w zwyczaju. Nigdy w życiu nie spodziewałaby się, że ten wieczór będzie wyglądał tak, jak wygląda. Chyba zaczynało jej się to coraz bardziej podobać. Taniec powodował, że wszystkie negatywne emocje gdzieś zniknęły, a w ich miejscu pojawiło się bardzo dużo radości. Czyżby kolorowe jednorożce wróciły do Geraldine? W tym przypadku można było dostrzec bardzo dużą część jej osobowości. Była strasznie narwana, jednak tak samo szybko jak wybuchała można było ją udobruchać, bo cieszyły ją małe rzeczy. 
Hayes nie był specjalnie wylewny jeśli chodzi o swoją osobę, co coraz bardziej zastanawiało kobietę. Co takiego miał do ukrycia, czy po prostu miał taki charakter. Nie był to jednak odpowiedni moment jak na taką konwersację, dlatego swoje przemyślenia zostawiła dla siebie. 
Poczuła nagle, że unosi się nad ziemią. Mężczyzna zapewne prawie nie odczuł jej ciężaru. Ona nie była specjalnie wysoka i ciężka, za to przy jego ponadprzeciętnym wzroście musiało być to dla niego jak podnoszenie dziecka. Naturalnie oparła ręce o jego ramiona. Na całe szczęście żołądek Geraldine był dzisiaj łaskawy i nie zamierzał pokazywać swojej zawartości wszystkim wokół. Chyba powoli zaczynała nadążać za mężczyzną, jakoś bardziej panowała nad tymi krótkimi nóżkami.
Zupełnie zapomniała o psie. Była tak zaaferowana całą sytuacją, że nie pomyślała o swoim pacjencie. To dopiero było coś, Hayes faktycznie zaszedł jej za skórę.
- Cieszę się. - Nie była zdziwiona, chyba nawet on nie byłby w stanie popsuć zwierzaka w niecały dzień.- Przyprowadź go do mnie, to się nim zajmę. - Odparła, kiedy znowu pojawił się w okolicach jej twarzy. Wszystkie troski kobiety przepadły. Bawiła się wyśmienicie w towarzystwie praktycznie zupełnie obcego mężczyzny, który widział jej różne oblicza i chyba też bawił się dobrze, z tego, co udało się jej dostrzec.


I have a bad habit of searching for beauty in beasts and forever in temporary people.
[mru]

Joshua Addams

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : Kilka postów dziennie
Liczba postów : 53
Postów fabularnych : 13
Join date : 21/02/2018
avatar
Śnieżynka
Zobacz profil autora
Czw Mar 15, 2018 1:10 pm
<- Ze szpitala

Dr Joshua Addams, w jakże doborowym towarzystwie Elizabeth Winchester, wkroczyli do klubu, należącego do sióstr Foster. Skierowali się do jednej z loż, gdzie mężczyzna zanotował obecność ostatniej z ich Wielkiego Trio - Geraldine. Nie miał jednak zamiaru jej przerywać tego tańca z nieznajomym mu mężczyzną. Zauważył również Marceline, której uchylił rąbka kapelusza, na powitanie. Niepomny ich rozmowy o szemranych interesach, zawsze był dla niej uprzejmy jak zwykle.
Pomógł Beth zdjąć płaszczyk, a sam skinął na kelnerkę, że z chęcią by się czegoś napili.
No cóż, nie tak miał wyglądać jego wieczór,bo przecież planował samotny wieczór z Papierologią Stosowaną. Skoro jednak, panna Winchester postanowiła go rozruszać i wyciągnąć do klubu, miał zamiar bawić się tak dobrze, na ile pozwalał mu zdrowy rozsądek.
- Czego się napijesz? - zagadnął przyjaciółkę, nie zaglądając nawet w kartę. - Ja stawiam!

Elijah Hayes

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : 2-5 postów w tygodniu
Liczba postów : 48
Postów fabularnych : 37
Join date : 20/02/2018
avatar
Nowicjusz
Zobacz profil autora
Czw Mar 15, 2018 7:18 pm
  Zdarzało się i tak, że panna podłapywała rytm i wykonywała dzikie obroty, niezdolne do opisania przez ludzką wyobraźnię. W przypadku Geraldine, poprzestali jedynie na zdawkowych podskokach, które podwyższyły temperaturę o pół stopnia. Kolejne wzrosty były powodowane stłoczeniem par na parkiecie.
  Obrócili się jeszcze parę razy, naśladując wdzięcznie figury znane sobie z kinowych salek i być może – okolicznościowych potańcówek, aż w końcu perkusja klapnęła talerzami obwieszczając koniec z przytupem. Elijah ukłonił się teatralnie, ale niezbyt nisko i wskazał ręką na bar, przy którym wcześniej siedzieli. Uznał, że kolejny taniec mógłby dziewczynę powalić na deski, a pojedyncze pląsy zrobiły już całkiem nieźle na stan jej trzeźwości. Altruistyczny pan policjant wrócił do baru ogniskując swoje zainteresowanie na towarzyszu Marceline. Nie było to spojrzenie przyjemne, ale nie kryło się w nim nic ponad zwykłą niechęć i nieufność.
  Poprosił barmana o papierosy i niewiele mówiąc – a właściwie nic nie mówiąc  –  oddalił się w kierunku wyjścia. Poszedł się zwyczajnie odlać.


Geraldine McDonald

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : 2-5 postów w tygodniu
Liczba postów : 78
Postów fabularnych : 56
Join date : 14/02/2018
avatar
Śnieżynka
Zobacz profil autora http://atlas.forumpolish.com/f34-geraldine-mcdonald
Czw Mar 15, 2018 8:49 pm
Geraldine nie dostrzegła, że do klubu przyszli jej przyjaciele, w ogóle nie zwracała uwagi na otoczenie. Byłoby to dla niej zbyt wiele w tym momencie. Oszołomiona alkoholem i muzyką średnio odnajdywała się w rzeczywistości. Alkohol dzisiaj wyjątkowo jej służył, poza niewielkimi problemami z równowagą wszystko inne wydawało się być dużo bardziej kolorowe niż normalnie, a tego właśnie potrzebowała, pewnej ucieczki od rzeczywistości. Była ostatnimi czasy strasznie poirytowana. Gniew był przecież tylko krótkotrwałym obłędem i w pewnym momencie przechodził. Jej złość skierowana ku Hayesowi była typowo ludzka i bardzo po ludzku gdzieś przepadła. 
Całkiem przyjemnie spędzało się czas w jego towarzystwie, chociaż tak do końca przecież nic o nim nie widziała. Uznała, że jest to przelotna znajomość i nie ma sens zagłębiać się w niepotrzebne rozmowy, zapewne nigdy się już nie spotkają, czy coś. 
Po tych wszystkich podskokach na jej twarzy pojawił się czerwony rumieniec, tym razem spowodowany wzrostem temperatury, włosy po raz kolejny wyglądały, jakby czesał je wiatr. Całkiem dobrze się złożyło, że utwór dobiegł końca, pragnienie bowiem zaczynało jej doskwierać. Kiedy mężczyzna się ukłonił delikatnie dygnęła, na jej twarzy można było zauważyć delikatne zawstydzenie. Nie była przyzwyczajona do takich sytuacji, takie zachowanie nie należało do podobnych jej. Skierowała się więc ku wodopojowi, szukając wzrokiem Marceline, a następnie usiadła przy kontuarze. Dostrzegła ją z jakimś mężczyzną, co wcale jej nie zdziwiło, najwyraźniej faktycznie znała tutaj każdego. Nie zamierzała jej przeszkadzać w konwersacji, nie lubiła się narzucać. Gdy znalazła się już przy barze, poprosiła o wodę, chyba zdawała sobie sprawę, że nie powinna już więcej pić. Nie zauważyła nawet wyjścia Hayesa, ona nie należała do osób z podzielną uwagą.

Marceline D. Foster

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : Około jednego posta dziennie
Liczba postów : 65
Postów fabularnych : 21
Join date : 21/02/2018
avatar
Śnieżynka
Zobacz profil autora
Czw Mar 15, 2018 9:19 pm
Przelotem skinęła głową w odpowiedzi Joshui. Poniekąd liczyła na to, że ten zgodzi się na układ, który proponowała. Mógłby mieć z tego wiele korzyści, ale jak widać altruistyczne podejście Mercy tym razem musiało się zmarnować. A przecież była taką dobrą kobietą, starajac się po prostu zagospodarować wszystkie dostępne surowce w sposób optymalny - dla siebie, głównie, ale tez być może z jakąś korzyścią dla innych, bądź dla przyszłych pokoleń. Nie była tak do końca samolubna przecież.
Skończyła rozmowę z tamtym mężczyzną chwilę po tym, gdy Geraldine i Elijah zeszli z parkietu. Spotkała się wzrokiem z policjantem, który ruszył w stronę wyjścia (a może jednak toalet jak czlowiek cywilizowany?), ale poza krótką wymianą spojrzeń nie zdarzyło się nic więcej. Odszukała wzrokiem młodą panią weterynarz, która zadokowała przy barze, dala jej chwilę na zamowienie - wody, jak zauważyła. Odpowiedzialnie. Nie wiedzieć czemu spodziewała się, że poprosi kolejny kieliszek wina, rozochocona dzisiejszym dniem, taki jednorazowy wybryk, którego może później by żalowała - będąc na kacu. A może i dalej też, ale to już zależało by od jej zachowania w dalszej części wieczoru. A jednak nie, woda, więc ma świadomość tego ile alkoholu ma już za sobą i że lepiej dać sobie czas.
- Okazał się nie taki zły, jakim się wydawał? - zagadnęła, podchodząc ten kawałek do Geraldine. Nie miała w rękach już drinka ani papierosa, jej częstych atrybutów. Oparła kopertówkę na wysokim krześle barowym.


Go all the way


Have your fun, have it all
This will take you down
[mru]

Geraldine McDonald

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : 2-5 postów w tygodniu
Liczba postów : 78
Postów fabularnych : 56
Join date : 14/02/2018
avatar
Śnieżynka
Zobacz profil autora http://atlas.forumpolish.com/f34-geraldine-mcdonald
Czw Mar 15, 2018 9:55 pm
Geraldine upijając kolejny łyk wody pozwoliła sobie trochę pożartować z mężczyzną, który jej ówcześnie tą wodę zaserwował. Wydawał się być bardzo miłym osobnikiem, a Ger od zawsze dobrze traktowała wszystkie osoby, które świadczył jej jakichkolwiek usług. Miała świadomość, że klienci byli różni, także o ile mogła to starała się chociaż nieco uprzyjemnić pracę wszystkim, których spotykała na swej drodze. 
Była być może dzisiaj nieco inna niż zazwyczaj, jednak jakiś głos, gdzieś tam w głowie mówił, że jak na razie już wystarczy tego wina, bo musi jeszcze wrócić do domu i wstać jutro do pracy. Zapewne nic by się nie stało, gdyby się nie pojawiła, była przecież sobie szefem, ale nie lubiła nieodpowiedzialności. 
Nawet nie zauważyła kiedy w jej okolicy pojawiła się ponownie Mercy. Dreszcz przeszedł jej po plecach, kiedy usłyszała jej głos, przecież jeszcze przed chwilą była w zupełnie innym miejscu. Czuła się dosyć nieswojo w towarzystwie właścicielki klubu, przerażała ją nawet w pewien sposób. Była zupełnie innym typem człowieka, niż ona. Niemal jak ogień i woda. 
- Jak się nie odzywa, to jest całkiem znośny. - Odparła uśmiechając się do Mercy. Tak w zasadzie, to nie wiedziała, czym dzisiaj zainteresowała kobietę, chyba nie było żadnych ciekawszych osobowości w okolicy.


I have a bad habit of searching for beauty in beasts and forever in temporary people.
[mru]

Marceline D. Foster

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : Około jednego posta dziennie
Liczba postów : 65
Postów fabularnych : 21
Join date : 21/02/2018
avatar
Śnieżynka
Zobacz profil autora
Pią Mar 16, 2018 8:04 pm

Ciekawe na ile osób działała w ten sposób - ilu bało się jej, może nawet jakoś podświadomie i w sumie nie wiadomo czemu dokładnie, w końcu zwykle była dość uśmiechnięta, choć zdystansowana. Czyżby emanowała jednak jakimś zimnem, mimo wszystko? Calkiem właściwie prawdopodobne. Czym się zainteresowała Mercy? Ciężko powiedzieć. Po prostu, taki dzień. Możliwe, że to dla niej rozrywka - rozmowa z kimś tak odsuniętym od typowego życia elit, a jednak pochodzącym z elity mogła być całkiem ciekawa. I zabawna. Szczególnie jeśli ta osoba wlewała w siebie alkohol, choć obecnie przestała.
- Wydawało się jednak, że prowadziliście jakiegoś rodzaju konwersację na parkiecie i ta również nie wyglądała na nieprzyjemną - zauważyła. Czyli oprócz rozmowy z mężczyzną obserwowała też salę i gości na niej.
- Najwidoczniej taniec działa kojąco na nerwy - dodała z uśmiechem do Geraldine. Przemknęła spojrzeniem po barze, po ludziach naokoło. Zatrzymała je na barmanie na moment. Miał dzisiaj wybitnie dobry dzień, zazwyczaj nie był tak miły dla klientów. Przystojny, ale dość specyficzny człowiek. Mimo wszystko znał się na swojej robocie.


Go all the way


Have your fun, have it all
This will take you down
[mru]

Geraldine McDonald

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : 2-5 postów w tygodniu
Liczba postów : 78
Postów fabularnych : 56
Join date : 14/02/2018
avatar
Śnieżynka
Zobacz profil autora http://atlas.forumpolish.com/f34-geraldine-mcdonald
Sob Mar 17, 2018 10:36 pm
Geraldine jako osoba dosyć ciepła i z natury szczera wyczuwała w Mercy pewną obłudę, która powodowała ten strach przed jej osobą. Nie mówiła wprost o co jej chodzi, co znacznie ułatwiałoby sprawę, przynajmniej w przypadku Ger. Wydawało jej się, że coś ukrywa i gra, co nie do końca jej się podobało. Nie rozumiała takiego zachowanie, chociaż zdawała sobie sprawę, że większość ludzi tak robiła. Może dlatego trzymała się małego grona osób, wiedziała bowiem, że niczego nie ukrywają i są prawdziwi. Jaka bowiem jest satysfakcja bycia przyjacielem/ znajomym niemalże fikcyjnej, wykreowanej postaci? 
- Nie mogę powiedzieć, że była nieprzyjemna, może faktycznie trochę przesadzam, ze swoimi osądami. - Nie sądziła, że Marceline będzie ich obserwować, wydawało jej się, że ma dużo ciekawszych rzeczy do robienia w tym miejscu. Najwyraźniej kobieta miała podzielność uwagi, w przeciwieństwie do niej. 
- Tak, chyba najzwyczajniej wszystkie złe emocje zostały wytańczone. - W sumie aktywność fizyczna całkiem dobrze działała na zdenerwowanie, także miało to sens. Wyładowała te wszystkie negatywne emocje, a nawet zastąpiła je swoimi zwyczajnymi - typowo pozytywnymi.


I have a bad habit of searching for beauty in beasts and forever in temporary people.
[mru]

Beth Winchester

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : Około jednego posta dziennie
Liczba postów : 20
Postów fabularnych : 11
Join date : 13/02/2018
avatar
Nowicjusz
Zobacz profil autora
Nie Mar 18, 2018 8:20 pm
<- ze szpitala

Nadal była rozbawiona słowami Josha, o tym jak to odstrasza od niej tabuny konkurentów, kiedy pojawili się w klubie. Prawda była zupełnie inna, była zbyt szara i niepozorna by ktokolwiek zwracał na nią uwagę. Zazwyczaj się jej nie dostrzegało w tłumie wystrojonych arystokratek, a teraz w bezkształtnym kitlu, w którym pracowała tym bardziej. To Ophelia była lśniąca gwiazdą rodziny Winchesterów, a nie Elizabeth.
Weszła za Joshem do klubu i rozejrzła się czy przypadkiem nie ma tutaj któregos z jej braci. Nie chciała się na nich naciąć, ale najwyraźniej panowie pilnowali swoich interesów, za to dostzregła tańczącą z jakimś mężczyzną Geraldine. Wyglądła jakby nie do końca byłą trzeźwa, ale moze Beth się tak tylko wydawało. Nie dostrzegłą jej z tej odległosci, więc panna Winchester posłusznei poszła z Joshuą do stolika. Wcześniej zdjęła płaszcz i pozstała w prostej sukience, która nei pasowała na wyprawę do klubu, ale w końcu przyszła tutaj prosto po pracy.
- Poproszę jakiegoś słabego drinka. Zdaję się na ciebie w wyborze.- uśmiechnęła się do Addamsa.- Tym bardziej jeśli ty stawiasz.- posłała mu zalotne spojrzenie, które było wewnętrznym żartem pomiędzy nimi. Przy nikim innym nie pozwoliłaby sobie na coś takiego.

Joshua Addams

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : Kilka postów dziennie
Liczba postów : 53
Postów fabularnych : 13
Join date : 21/02/2018
avatar
Śnieżynka
Zobacz profil autora
Nie Mar 18, 2018 10:00 pm
Czego Beth by o sobie nie myślała, tak doktor uważał inaczej.  Jak najczęściej, szczerze komplementował przyjaciółkę, chcąc tym samym podnieść jej samoocenę. Joshua wiedział, że Ophelia była tą "gwiazdą" Winchesterów, ale to Elizabeth podziwiał bardziej - jej delikatna uroda; subtelny, kobiecy wdzięk; dobroć i ciepło od niej bijące...to wszystko sprawiało, że jego bratowa jawiła mu się niby wyrośnięta, jaskrawa piwonia, przy delikatnym, smukłym narcyzie. Joshua uśmiechnął się do swoich myśli, rad, że tylko on miał do nich dostęp.
- Naturalnie. Zdaj się na mnie - nie musiała się obawiać, że ten złośliwie, czy też dla chęci zabawienia się, zafunduje jej siekierę, która by zmiotła ją z nóg. To nie był ten typ człowieka. Doktor zamówił dla siebie whisky, dla towarzyszki zaś delikatnego, słodkiego drinka.
- Wciąż nie mogę znaleźć sobie asystentki - podjął po chwili, bo najwyraźniej on wychodził z pracy, ale praca z niego nigdy - Doprawdy, gdyby kiedyś ktoś mi powiedział, że będę miał z tym taki problem... Albo mi się trafiają jakieś zmanierowane, mdlejące na widok krwi czy ropy, albo jakieś histeryczne...albo w drugą stronę, tak zimne i pragmatyczne, że aż drżę na myśl, o zostawienie ich sam na sam z cierpiącym pacjentem - westchnął , podsuwając ku sobie szklankę z alkoholem

Beth Winchester

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : Około jednego posta dziennie
Liczba postów : 20
Postów fabularnych : 11
Join date : 13/02/2018
avatar
Nowicjusz
Zobacz profil autora
Pon Mar 19, 2018 11:13 pm
Elizabeth zupełnie była nieświadoma tych kwiatowych porównań Josha, ale zapewne byłaby zadowolona z tego, że ten widział ją jako narcyza. Osobiście lubiła te kwiaty, może nie tak bardzo jak margerytki, ale miały swój urok. Dzięki temu, że należała do swojej rodziny miała przynajmniej ten przywilej, że mogła do woli przebywać w oranżerii wśród roślin. Prawdę mówiąc sama lubiła pracę przy nich i pobrudzenie dłoni ziemią, choć dla jej matki bardziej akceptowalne było posiadanie sztuki układania bukietów.
- Jak zawsze.- uśmiechnęła się do przyjaciela. Na tym właśnie polegało zaufanie. Zawsze i w każdej chwili mogła się na niego zdać i nie tyczyło się to tylko drinków, które nawiasem mówiąc pojawiły się na ich stoliku.
Beth upiła pierwszego łyka i kiwnęła głową z aprobatą.
- Bardzo dobry.- odezwała się a potem zatopiła w historii mężczyzny o problemach z asystentką. Kiwała w odpowiednich chwilach głową, bądź nią lekko potrząsała z niedowierzaniem.
- Naprawdę nie rozumiem dlaczego to stanowi taki problem? W sumie Josh.. ty szukasz asystentki a może asystent by się lepiej sprawdził? Kto wie czy mężczyzna nie byłby ci bardziej pomocny ?- Beth nie wiedziała  czy to dobry pomysł, ale czasami dobrze było wyjść poza schematy.

Joshua Addams

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : Kilka postów dziennie
Liczba postów : 53
Postów fabularnych : 13
Join date : 21/02/2018
avatar
Śnieżynka
Zobacz profil autora
Wto Mar 20, 2018 10:59 am
Na pochwałę, odpowiedział jej promiennym uśmiechem. Niby była to jedynie znajomość gustu przyjaciółki, ale każdy komplement był mile widziany.
Nie raz, nie dwa przyłapywał ją na pracy w oranżerii. Zwykle jej towarzyszył, choć nigdy doń nie dołączył. Przyjaźń, przyjaźnią, ale grzebanie w brudnej ziemi, mocno kłóciło się z jego potrzebą sterylności otoczenia i ufał, że Beth to rozumiała. Kończyło się więc zawsze na zabawieniu kobiety rozmową.
- Obawiam się, że zatrudniając się w szpitalu, wiele kobiet sądzi, że szybko awansują wyżej i nie będą musiały się babrać w krwi, bandażach czy brudnych pieluchach. Albo liczą na ożenek z którymś z lekarzy i dostatnie życie - niby powiedział to naturalnym tonem, ale jednak gdzieś go to ukłuło w środku. Wspomnienia nadal bolały, a duma wciąż wydawała się być poturbowana.  - Praca przy zmutowanych pacjentach jest ciężka.  - przyznał, bo i jemu czasem brakowało sił - Walka ze skutkami Limbo, jest jak walka z hydrą. odetniesz jedną głowę, wyrastają na jej miejsce trzy kolejne.
Natomiast na jej uwagę o asystencie wybuchnął serdecznym śmiechem.
- Moja droga! Czy ty widziałaś choć jednego pielęgniarza w naszym szpitalu ? No właśnie. Męska duma nie pozwala im podjąć tak "kobiecej" pracy. - powiedział wciąż rozbawiony  - Za to kobiet na stanowisku doktora...również jest jak na lekarstwo. Minie jeszcze wiele lat, nim to się zbilansuje. - westchnął - Byłoby znacznie prościej, gdybym mógł cię podkraść. Miałbym problem z głowy. - powiedział pół żartem, pół serio. Istotnie, z Winchester w roli asystentki, o wiele rzeczy mógłby przestać się martwić.

Marceline D. Foster

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : Około jednego posta dziennie
Liczba postów : 65
Postów fabularnych : 21
Join date : 21/02/2018
avatar
Śnieżynka
Zobacz profil autora
Wto Mar 20, 2018 6:23 pm
Czy obłuda to dobre słowo? Mercy zapewne by się nie zgodziła. Zwyczajnie taka była, życie wśród elity od samego początku ukształtowało ją na taką, jaką się stała - ona i jej siostra. Doskonale dostosowane do panujących warunków, choć dla osób nie obracających się tak często i chętnie w tych kręgach - zapewne specyficzne. Poza tym, dlaczego Mercy miałaby się otwierać przed nieznaną sobie praktycznie osobą? To zwyczajnie do niej niepodobne. Wszyscy noszą maski wśród obcych sobie ludzi, mniej lub bardziej oddzielające je od nich. W końcu każdy chce wypaść jak najlepiej, każdy ma jakąś reputację do podtrzymania, szczególnie w tych sferach.
- Czym tak zdenerwował panią wcześniej, jeśli mogę spytać? - zainteresowała się, ale jej ton nie był natarczywy, czuć było, że to traczej pytanie by podtrzymać rozmowę, niż by faktycznie ją wypytywać o to co się stało. Nie miało to w końcu aż takiego znaczenia dla Mercy, innego niż jej zwykła, wrodzona ciekawość.
- Słyszałam, że ruch doskonale wpływa na zły nastrój. Alkohol też.. w takim wypadku ma tu pani połączenie idealne - zauważyła z uśmiechem. W końcu dogadała się nawet z kimś, kto ją tak zdenerwował! Wystarczyło tylko trochę wina.


Go all the way


Have your fun, have it all
This will take you down
[mru]

Beth Winchester

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : Około jednego posta dziennie
Liczba postów : 20
Postów fabularnych : 11
Join date : 13/02/2018
avatar
Nowicjusz
Zobacz profil autora
Sro Mar 21, 2018 12:32 pm
Widząc Josha babrającego się w ziemi Beth by chyba padła z niedowierzania, z drugiej strony z pracą z wnętrznościami ludzkimi jakoś sobie radził, ale tutaj pewnie górę jego pasja i pozwalała mu na takie a nie inne zachowanie. Zresztą Elizabeth nie była pewna jak Joshua poradziłby sobie z delikatnymi roślinami, tutaj jednak potrzeba było pewnej dozy doświadczenia by nie uszkodzić delikatnych łodyżek czy liści. I tak naprawdę Beth często wytaczała tylko sama obecność mężczyzny i rozmowa z nim.
- Masz rację. Ja bym je podzieliła na dwa typy. Te naprawdę ambitne, które stawiają na karierę i które rezygnują z wszystkiego innego i ten drugi typ, który usiłuje właśnie znaleźć męża w tym środowisku. Tylko teraz pytanie gdzie mnie w to wszystko wsadzić?- roześmiała się cicho. Przyjaciel wiedział dlaczego jest na stażu w szpitalu i z jakich pobudek to wynikało, sama kobieta uważała, że byłaby o wile lepszą nauczycielką ale rodzina w życiu by do czegoś takiego nie dopuściła. To by dopiero była kompromitacja. Winchesterówna ucząca w szkole.
POkiwała głową, że sie zgadza z przyjacielem. To była ciężka i niewdzięczna praca a i pacjenci potrafili dać w kość. Czasami przypominało jej to walkę z wiatrakami, no ale ona nie byłą takim pasjonatem jak Josh i nie patrzyła na to w ten sposób.
- Niby tak, ale jakby załatwić komuś biedniejszemu i ambitniejszemu stypendium i jednocześnie zatrudnić w szpitalu jako asystenta?- Beth była przekonana, że znalazłby się ktoś chętny na takie stanowisko.
- Josh, miałbyś jeszcze więcej problemów.- roześmiała się cicho.- Doskonale wiesz, że nie nadaję się na to stanowisko.- fakt byłą sumienna i dokładna ale brakowało jej tej pasji, którą miał w sobie Joshua i mimo wszystko czuła, że to nie jej powołanie.

Joshua Addams

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : Kilka postów dziennie
Liczba postów : 53
Postów fabularnych : 13
Join date : 21/02/2018
avatar
Śnieżynka
Zobacz profil autora
Czw Mar 22, 2018 5:51 pm
To była znacząca różnica ! Czym innym było babranie w ziemi pełnej robactwa, by posadzić kilka kwiatków, a czym innym babranie we krwi i wnętrznościach, w sterylnych warunkach, po to by ratować ludzkie życie ! Ale fakt faktem, Addams chyba nie miałby ręki do roślin, nawet gdyby spróbował.
Na jej słowa zaśmiał się znowu
- Ty moja droga miałabyś osobną kategorię - stwierdził - "Ofiara niespełnionych ambicji swojej rodziny." - pokiwał głową.
Wiedział, że Winchester nie przepadała za pracą w szpitalu i w czym by się spełniała znacznie bardziej.
- Nie rozumiem ich podejścia - westchnął - Przecież nauczycielstwo to szlachetny zawód. Kim bym był, gdyby stara pani Potts nie dawała mi po łapach linijką, za źle odrobione zadania domowe? Wszyscy wielcy tego świata mieli kiedyś nauczyciela, który nauczył ich podstaw - zauważył.
Cóż...było pewne rozwiązanie, które dałoby Beth swobodę i mogłaby wtedy realizować swoje marzenie...ale było tak niedorzeczne, że nawet nie odważyłby się jej go przedstawić, nawet w żarcie. Na samo wyobrażenie jej reakcji oblewały go zimne poty.
- To też jakieś rozwiązanie... - pokiwał głową, na jej pomysł. Na brak funduszy nie narzekał, mógłby sobie na coś takiego pozwolić. Wyszkolić takiego od podstaw, a potem mieć oddanego asystenta. I asystent nie będzie chciał go poślubić (chyba), ani nie zajdzie w ciążę (to na pewno).
Podniósł szklankę do ust i omiótł wzrokiem klub. McDonald siedziała z jedną z sióstr Foster i wydawała się jakaś zmarnowana.
- Muszę ci się przyznać, że martwię się trochę o naszą Geraldine. - powiedział nieco ciszej. - Jest ostatnio jakaś przygaszona, zauważyłaś? Mówiła mi kiedyś, że dopada ją marazm, ale uznałem, że było to przejściowe - wydawał się być zmartwiony stanem dalekiej krewnej.

Elijah Hayes

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : 2-5 postów w tygodniu
Liczba postów : 48
Postów fabularnych : 37
Join date : 20/02/2018
avatar
Nowicjusz
Zobacz profil autora
Sob Mar 24, 2018 9:45 am
  Chociaż długo to trwało, mimo wszystko nie poszedł oblać murów Rapture ciepłym moczem. Nie był na tyle zblazowany i zdeterminowany do nagłej dewastacji mienia. Zamiast tego skręcił gdzieś, gdzie poprowadziły go nogi i ledwo słyszalne odgłosy spuszczanej wody. W korytarzu przed toaletą odpalił jakiejś kobiecie papierosa, pogrążając się w krótkiej dyskusji na temat niebieskich migdałów, których badanie zostało mu zaproponowane w co najmniej dwuznaczny sposób.
Dużo mnie ominęło? – zapytał dołączając do obu dam. Było w tym trochę deja-vu, które znowu kazało mu przerwać ich dyskusję i dodać swoje szowinistyczne – jak pewnie zarzuciłaby mu nie raz Geraldine – parę zdań.
Tak, taniec jest dobry na złe emocje. – powiedział uśmiechając się kącikiem ust. Był to zaledwie przebłysk, który zamazał się wraz z zamówieniem kolejnej szklanki alkoholu.


Geraldine McDonald

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : 2-5 postów w tygodniu
Liczba postów : 78
Postów fabularnych : 56
Join date : 14/02/2018
avatar
Śnieżynka
Zobacz profil autora http://atlas.forumpolish.com/f34-geraldine-mcdonald
Sob Mar 24, 2018 10:23 am
Geraldine po prostu zawsze była szczera i grała w otwarte karty, stąd wolała się otaczać takimi osobami. Nie miała czasu na zakładanie masek. Nie obchodziło jej to, jak odbierają ją inni, chociaż może właśnie dopiero teraz widziała, że trochę ją boli ocenianie przez pryzmat bogatego dzieciaka. 
- Cóż, pomagałam mu, a wszystko się tak niefortunnie potoczyło, że strasznie zirytowało mnie jego nastawienie, wie Pani jest w nim coś takiego, co powoduje, że ma się go ochotę zabić. - Ogólnie rzecz biorąc mężczyzna zdaniem Geraldine nie był znowu taki najgorszy. Sprawiało mu jednak przyjemność denerwowanie poczciwych kobiet, co ją strasznie wkurzyło. Chociaż z tego, co udało jej się zauważyć taki po prostu był, może więc wzięła sobie zbytnio do siebie jego uwagi.
- Tak, najwyraźniej udało mi się pozbyć tych wszystkich negatywnych emocji, więc plan na dzisiejszy wieczór został zrealizowany. - Faktycznie, gdyby porównać Geraldine z godzinę temu i teraz można było zauważyć ogromną różnicę. Widać było, że udało jej się odetchnąć i wyluzować. Była też już dużo trzeźwiejsza i w sumie coś skłoniło ją by po tej wodzie poprosić o kolejny kieliszek wina, chciała żeby jeszcze trochę poszumiało jej w głowie. Kiedy pojawił się przed nią kieliszek wina upiła mały łyk. Tym razem nie chodziło o to, żeby się schlać na umór, ale delektować smakiem tego trunku. No i wtedy pojawiła się ich zguba. 
- Myślę, że niewiele.  - Odparła i posłała uśmiech do Hayesa, miała nadzieję, że nie usłyszał nic o zabijaniu jego osoby, to był przecież tylko żart. 
- Myślę, że alkohol jest jeszcze lepszy, chociaż nie ma lepszego połączenia niż alkohol i taniec. - Cóż, pozbywanie się negatywnych emocji z osobą, która je spowodowało przydarzyło jej się po raz pierwszy, i musiała przyznać, że wcale nie było to najgorsze doświadczenie.


I have a bad habit of searching for beauty in beasts and forever in temporary people.
[mru]

Marceline D. Foster

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : Około jednego posta dziennie
Liczba postów : 65
Postów fabularnych : 21
Join date : 21/02/2018
avatar
Śnieżynka
Zobacz profil autora
Sob Mar 24, 2018 1:09 pm
- To niebezpieczne połączenie, skoro mimo wszystko tak chętnie przebywa pani w jego towarzystwie - zauważyła z uśmiechem, wydając się rozbawiona - Mam jedynie nadzieję, że nie wdroży pani tych gróźb w życie.. w Rapture - dodała na koniec. Choć to byłoby zabawne do oglądania, Geraldine była w końcu malutka i drobna. Zresztą, obserwując sylwetkę Hayesa i to, jak się porusza szybko można było dojść do wniosku, że większośc ludzi wyglądała przy nim raczej na drobnych. Tak czy inaczej, takie groźby z ust Geraldine brzmiały mało poważnie i Mercy nie sądziła, że Elijah zareagował by inaczej niż wybuchem śmiechu lub jakąś kąśliwą uwagą. Raczej to drugie, po sekundzie namysłu.
Widać, panna McDonald była raczej pozytywnym kwiatuszkiem, łatwo pozbywajacym się negatywnych emocji. Dopiero teraz Mercy mogła jakkolwiek odnieść to do tego jaki był jej brat, Rhys, z którym miała więcej kontaktu. Ciekawe, jak różne potrafi być rodzeństwo.. Choć przecież Geraldine mogła być równie nieustępliwa w dążeniu do celu co jej brat, po prostu objawiało się to w innej dziedzinie jej życia - tej, która ją interesuje.
Na słowa Hayesa zerkneła na niego, dostrzegajac ten znikający szybko uśmieszek i o mało nie przewróciła oczami. Rozbawione spojrzenie przeniosła na kobietę, która znów zamówiła wino. Spojrzała na swoją prawie pustą szklankę i skinęła na kelnera, gdy ten odbierał zamówienie od jej wspołtowarzyszy.
Alkohol, taniec.. i kobiety. Podobno. Raczyła wątpić, by to one były źródłem szczęścia, choć patrząc po klientach Rapture - najwyraźniej tak. Nie będzie przecież z tą potrzebą dyskutować, przynosiła ona siostrom wymierne zyski. Na końcu języka miała też dodanie kilku słów o innych, przyjemnych połączeniach, ale również się powstrzymała.
- Pozostaje mi cieszć się więc, że mimo tak morderczych planów potrafiła się pani tutaj zrelaksować.. nawet w towarzystwie swojej potencjalnej ofiary. Panie Hayes, radzę panu uważać przy następnym spotkaniu z panną McDonald, wydaje się chcieć nastawać na pańskie życie - o tak, wydała ją i to z rozkoszą. A może raczej z rozbawieniem widocznym w wyrazie jej twarzy, w końcu to tylko małe słowne przepychanki, nic na serio i naprawdę, a mała Geraldine wydawała się zabawnie nieszkodliwa w porównaniu do pana policjanta.
- Radziłabym się nie zbliżać, gdy w rękach będzie mieć ostre narzędzia - uniosła rozbawione spojrzenie na mężczyznę i gdyby nie to, że miała za sobą może dwa drinki, można by powiedzieć, ze to alkohol rozbłysł małymi ognikami w jej spojrzeniu.


Go all the way


Have your fun, have it all
This will take you down
[mru]

Elijah Hayes

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : 2-5 postów w tygodniu
Liczba postów : 48
Postów fabularnych : 37
Join date : 20/02/2018
avatar
Nowicjusz
Zobacz profil autora
Sob Mar 24, 2018 1:40 pm
Tak? Wydawało mi się, że równie powszechną kombinacją były pieniądze, seks i władza. – odbił piłeczkę, a wszystko co mówił zostało być może wypowiedziane specjalnie. Nie spojrzał na Marceline, zajmując się fakturą szklanki, ale mogła mieć świadomość, że chciałby zapytać ją o zdanie.
  Z Geraldine poznali się zaledwie rankiem, lecz odchodząc zupełnie od ich krótkiej znajomości, od czasu do czasu wtrącał coś co nie przystawało do sytuacji. Może stwierdził w tamtej chwili, że może sobie na coś takiego pozwolić? Wyglądał na kogoś, kto stroni od wylewnych dyskusji, jednak najwidoczniej nie trzymał języka za zębami. Znajdowali się w końcu w samym jądrze zepsucia. Jeszcze nie zaczęło pulsować.
Znikam na pięć minut i panna McDonald zamienia się w morderczynię? – uniósł brwi odstawiając whisky. Poprawił krawat, jakby przygotowując się na spotkanie z rychłą śmiercią od schowanego gdzieś sztyletu. Krawat mu strasznie nie leżał, więc od razu pożałował tego ruchu i kilka chwil później go poluzował.


Geraldine McDonald

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : 2-5 postów w tygodniu
Liczba postów : 78
Postów fabularnych : 56
Join date : 14/02/2018
avatar
Śnieżynka
Zobacz profil autora http://atlas.forumpolish.com/f34-geraldine-mcdonald
Sob Mar 24, 2018 2:01 pm
Geraldine zdążyła już zauważyć, że towarzysze jej rozmowy prowadzą jakąś dziwną grę, nie do końca jednak wiedziała o co chodzi. Kiedy usłyszała więc słowa mężczyzny na jej twarzy pojawiło się zdziwienie, prawie zakrztusiła się winem i dopiła zawartość kieliszka do końca. W sumie przyglądała się to jednemu, to drugiemu zaciekawiona tym jak ta rozmowa się potoczy. Słyszała pewne plotki dotyczące tego miejsca, nie wiedziała jednak ile jest w tym prawdy. Z drugiej strony przecież w każdej plotce było nieco prawdy, coś musiało być na rzeczy, nie było jednak jej dane do końca wiedzieć o co chodzi. Ona nawet nie wiedziała, że Hayes jest policjantem. Biedna, zagubiona Geraldine osaczona rekinami tego świata. Nie wiedziała w zasadzie dlaczego tak bardzo nie pasowała do elity, mimo, że od zawsze była otoczona takim towarzystwem, to zapewne wszystko przez jej dobre serduszko. Zaskoczona również była tym, dokąd zmierzała ta rozmowa, jakby nie przeszkadzało im jej towarzystwo, może faktycznie uważali ją za nieszkodliwą, jednak to, że była urocza i niewinna wcale nie oznaczało, że nie potrafi połączyć faktów.
Kiedy usłyszała słowa Marceline na jej twarzy pojawiły się wielki czerwony rumieniec. Odruchowo wyciągnęła kieliszek w stronę barmana prosząc o dolewkę, nie dobrnie do końca wieczora bez większej ilości alkoholu. Co się z stało z jakąś kobiecą solidarnością? Westchnęła tylko głośno. 
- Nie.. to znaczy, nie powiem, że nie miałam ochoty tego zrobić przez moment, jednak udało się panu jakoś wybronić przed moimi morderczymi planami, przynajmniej jak na razie, musi pan jednak uważać i mieć świadomość, że w mej głowie pojawiają się takie myśli.- Geraldine zaczynała słowotoki, kiedy robiła się nieco zestresowana. Tak było i tym razem, cała sytuacja wyprowadziła ją nieco poza jej strefę komfortu, jednak starała się jakoś z powrotem w jej odnaleźć.


I have a bad habit of searching for beauty in beasts and forever in temporary people.
[mru]

Marceline D. Foster

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : Około jednego posta dziennie
Liczba postów : 65
Postów fabularnych : 21
Join date : 21/02/2018
avatar
Śnieżynka
Zobacz profil autora
Sob Mar 24, 2018 2:32 pm
Uniesienie brwi Mercy musiało mu teraz wystarczyć za odpowiedź, innego wyboru nie miał. Nie wtrąciła się po jego słowach, chociaż kilka odpowiedzi przychodziło jej na myśl właściwie od razu. Tak, pieniądze i władza szczególnie, choć seks również był zadziwiająco ważny w tym wszystkim, odgrywając w całości naprawdę znaczącą rolę. Nigdy do końca tego nie potrafiła pojąć. Nie dlatego, że nie czerpała z seksu przyjemności, a dlatego że nie stawiała go tak wysoko w swojej hierarchii potrzeb. Rozumiała jednak tę zależność i nie ignorowała jej w swoich gierkach.
- Ponoć każdy z nas jest mordercą, wystarczy tylko odpowiedni bodziec - uniosła do ust szklankę z drinkiem, nie rozwijając tematu dalej, przynajmniej jeśli nikt go nie pociągnie. Mercy solidarna byla tylko z Djuną, z nikim więcej, o ile nie przynosiło jej to odpowiednich korzyści. Wtedy można było przemyśleć ewentualne sojusze. A biedna Geraldine speszyła się tą gierką, nie chcąc bądź nie potrafiąc brać w niej udziału na tym samym poziomie co Elijach i właścicielka Rapture, którzy najwyraźniej świetnie się w tych półsłówkach i nie-uwagach odnajdywali i potrafili odpowiedzieć tak, by nie odpowiedzieć wcale.
- Najwyraźniej jednak taniec i alkohol będzie pana przyjacielem w takich sytuacjach, mając tak zbawienny wpływ na pannę McDonald - stonowała wyraźnie, odpuszczając biednej Geraldine tego, co mogłaby powiedzieć.


Go all the way


Have your fun, have it all
This will take you down
[mru]

Elijah Hayes

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : 2-5 postów w tygodniu
Liczba postów : 48
Postów fabularnych : 37
Join date : 20/02/2018
avatar
Nowicjusz
Zobacz profil autora
Sob Mar 24, 2018 4:32 pm
- Jak do wszystkich innych rzeczy. - odparł pannie Foster. - Wbrew pozorom jesteśmy śmiesznymi eksperymentami losu. - powiedział, tym samym, obojętnym na wszystko głosem. Czasem był nudny do porzygu. Czasem jego mądrości wydawały się śmiesznie przyziemne albo wręcz przeciwnie, patetyczne. Najczęściej brali to ludzie za paplanie bez ładu i składu.
- Jakie bodźce panią poruszają, panno Foster? Jeśli już o tym mowa. - zapytał z nutą pretensjonalnego zainteresowania w głosie. Grał teraz stażystę w lokalnej gazecie, który dostał możliwość przeprowadzenia wywiadu z gwiazdą na purpurowym niebie?
- Nie pozostaje mi nic innego jak czujność. - kiwnął głową ku Geraldine. - Choć momentami się zapominam. Mogłaby mi pani pokazać lewą dłoń? - uniósł brew spoglądając na blondynkę ze szczerym zainteresowaniem. Upił przy okazji łyk whisky.


Geraldine McDonald

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : 2-5 postów w tygodniu
Liczba postów : 78
Postów fabularnych : 56
Join date : 14/02/2018
avatar
Śnieżynka
Zobacz profil autora http://atlas.forumpolish.com/f34-geraldine-mcdonald
Sob Mar 24, 2018 7:37 pm
Geraldine nie zabiłaby muchy, a co dopiero człowieka. Także w jej przypadku takie rozważania były zupełnie niepotrzebne. No chyba, że musiałaby walczyć o swoje życie, to pewnie jedyna opcja, kiedy skrzywdziłaby drugą osobę. Ona tak naprawdę nie posiadała żadnych potrzeb, egzystowała sobie w tym świecie gdzieś obok wszystkiego, czasem nie potrafiła zrozumieć, co jest takiego fajnego we władzy, że wszyscy jej tak mocno pragnęli, może przez to, co obserwowała od dziecka. Nie chciała być taka jak ludzie, którzy ją otaczali i robiła wszystko by nie stać się jak wszyscy inni arystokraci. Najwyraźniej całkiem nieźle jej to wychodziło. Miała świadomość, że inni biorą ją za mało poważną, w sumie za takie duże dziecko, które ma wszystko gdzieś, czy jej to przeszkadzało? Nie, dopóki ktoś nie zwracał jej na to uwagi. 
Kiedy Hayes zadał pytanie Fosterównie przeniosła wzrok na kobietę. Naprawdę ją podziwiała w pewien sposób, ale tylko trochę. Nie mogła się nadziwić temu jej idealnemu wyglądowi, nadal wzbudzał jej podziw. Wyglądało na to, że każde słowo, które wypowiadała było przemyślane, to samo z tymi, których nie wypowiadała. Ciekawiło ją ile czasu trzeba poświęcić, by tak nad sobą panować. 
Kobieta dopijała swoje wino całkiem powoli. Wcześniej nie zdawała sobie sprawy, że jest takie smaczne. Była nieco zawstydzona całą sytuacją, dlatego starała się zbędnie nie odzywać, by niepotrzebnie się nie kompromitować. Tym bardziej, że nie do końca była wtajemniczona w to wszystko. Dlatego wolała się skupić na tym kieliszku wina, a nie tej grze. 
Spojrzała na mężczyznę, kiedy się do niej zwrócił.
- Radziłabym się nie zapominać, potrafię być mściwa. - W jej oczach pojawił się błysk. Wyobraźcie sobie wkurzonego szczeniaka, zapewne jakoś tak wyglądałaby zemsta Geraldine. Wyciągnęła dłoń bez słowa w stronę mężczyzny, nie było w niej nic szczególnego no poza tym, że wyglądała bardziej jak dłoń dziecka, niż dorosłej osoby, co było Ger całkiem przydatne w pracy.

Marceline D. Foster

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : Około jednego posta dziennie
Liczba postów : 65
Postów fabularnych : 21
Join date : 21/02/2018
avatar
Śnieżynka
Zobacz profil autora
Sob Mar 24, 2018 8:18 pm

- Całkiem zabawnymi, tak
- skinęła głową, potwierdzając jego słowa, wyciągając z torebki aromatyzowaną cygaretkę i elegancką lufkę, przez którą zawsze paliła. I tak, to było nawiązanie do tej ich rozmowy dzisiejszej, małej, rozgrywającej się cały czas gry słów, którą sobie fundowali. Bawiło ją to, chociaż Hayes był "zwykłym policjantem" to jednak radził sobie całkiem dobrze. Nie mogła narzekać.
Uniosła na niego wzrok po tym pytaniu i na dłuższą chwilę zawiesiła na nim spojrzenie, unosząc lufkę do ust i zaciągając się. Wydmuchnęła dym w bok, nie odwracajac wzroku.
- Źle dobrany krawat, na przykład - wskazała go papierosem nienachalnie i uśmiechnęła się. Oczywiście, że to była w pewien sposób nieistotna pierdoła, na pewno nie irytująca ją na tyle, by doprowadzić ją do morderstwa, ale zwracała na takie rzeczy uwagę - Ale gust można sobie wyrobić, panie Hayes, mam nadzieję, że pańskie wizyty tutaj w tym pomogą - zmrużyła lekko oczy, uśmiechając się. Trochę jadowicie, jeśli ktos chciałby się przyglądać.
Po słowach Geraldine o byciu mściwą miała ochotę na bardzo teatralny gest, ale ten zinfantylizowałby pannę McDonald w stopniu znacznym, a przeciez nie chciała jej upokorzyć, na razie wszystko wciąż trzymało się na granicy zabawy.
Obserwowała co też Hayes chce właśnie zrobić, miała swoje pewne podejrzenia, ale pozostało jej tylko oglądać co się stanie.


Go all the way


Have your fun, have it all
This will take you down
[mru]

Beth Winchester

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : Około jednego posta dziennie
Liczba postów : 20
Postów fabularnych : 11
Join date : 13/02/2018
avatar
Nowicjusz
Zobacz profil autora
Pon Mar 26, 2018 12:24 pm
Dla Beth nie stanowiło to jakiejś większej różnicy, ale jako jedna z nielicznych znała obsesje przyjaciela, więc doskonale potrafiła go zrozumieć pod tym względem i choć Joshua nie miał ręki do roślin to na szczęście był bardzo uzdolniony w innych dziedzinach, tych bardziej przydatnych.
- Tak, to by była idealna kategoria.- Beth lekko kiwnęła głową, nawet się nie skrzywiła słysząc takie określenie, bo przecież była to najprawdziwsza prawda. Nie potrafiła się zbuntować i postawić na swoim, więc rodzina robiła co chciała. Beth miała zdecydowanie zbyt ugodowy charakter a wszystkie awantury od razu przeprawiały ją o ból żołądka.
- Szlachetny może i tak, ale jak wiesz nie dość prestiżowy.- spojrzała na przyjaciela ciemnymi oczami.- Wiesz, że ojcu zależy na tym wy wspiąć się jeszcze wyżej i wyżej.- rodzinę Winchesterów nieco uwierał fakt, iż ich pieniądze pochodziły głównie z hazardu i niejako z obowiązku nowe pokolenia miała zatrzeć tę lekką skazę ot choćby przez odpowiednie mariaże.
- Tak, odniosłam takie wrażenie, ale nie miała staniu czasu z nią spokojnie porozmawiać.- na twarzy Beth pojawił się zmartwiony wyraz i usiłowała wzrokiem wyłowić z tłumu przyjaciółkę.- Wiesz coś więcej na ten temat?- dopytała zraz Josha.

Sponsored content


Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: