Share
Go down

Re: Anastasia x Ambrose

on Czw Lut 15, 2018 12:04 am
Nie wiedziała jak przyszło odnaleźć jej drogę do zielonej przystani; każdy krok, każda ścieżka obierana przez Dolores wypełzała z samej dziupli rynsztokowego instynktu, zwierzęcego popędu, na którym od dziś musiała polegać mocniej niż ktokolwiek inny w tym mieście.
Równomiernie osadzone pasy zieleni nie tylko cieszyły zbolałe od pyłu i niedospania źrenice dziewczyny – wyprawiły w umyśle niszczycielski zamęt i wrażenie utraty piątej klepki (co o dziwo tym razem aż tak nie przeraziło, nie jeśli obłąkanie wiązało się z wizjami raju wyrastającego w betonowej dżungli).
Przystanęła, wymięty kaszkiecik, dotąd naciągnięty na uszy, unosząc z pola widzenia.
Czy to była prawda?
Czy to było...prawdziwe?
Dolores nigdy nie widziała na oczy żadnej rośliny, a iluzoryczna sceneria bardziej przypominała pieczołowicie wycięty kadr z wymyślnego snu, niżeli namacalną, cielesną rzeczywistość, rzutującą tuż obok, na wyciągnięcie skostniałej dłoni. Nie miała pojęcia jaka jest godzina, ani dlaczego nie spotkała w podobnym miejscu wielu tłumów o tej porze - wdzięczna za możliwość ucieczki od topornych, niepożądanych spojrzeń nieznajomych, przysiadła na drewnianej ławeczce z widokiem na gąszcze żywych krzewów.
Dolores nie posiadała już domu, ciepłego kąta w którym czułaby się względnie bezpiecznie; miejsca, w którym mogłaby odetchnąć, ołowiane powieki przymknąć i na kilka godzin udać się w wędrówkę do bajecznego świata marzeń. Nie miała już nikogo, stała się pojedynczym czarnym pionkiem na planszy warcabów, a wyzwanie stawiała mu zwarta armia białych szeregowców.
Podążała ku kresom swej bezsilności, ale ta całkiem trwała, niezaprzeczalnie klarowna zielenina sprawiła, że dziewczyna coś sobie uświadomiła. Dostała się do Polis i wciąż... żyła.
Jeszcze żyła.
Perliste, parzące łzy spłynęły po jej policzkach, rąbek istnienia znajdując w miękkim materiale własnoręcznie uszytego szalika.
Tylko na jak długo?


Ostatnio zmieniony przez Anastasia Poindexter dnia Sob Lut 17, 2018 6:11 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Żałosny podszeptywacz

Re: Anastasia x Ambrose

on Czw Lut 15, 2018 9:08 pm
Świadomość ilości utraconego czasu dotarła do niego dopiero po wyjściu z galerii. Zimowy chłód zwinnie wtargnął przez poły płaszcza, znajdując niezwykłą radość w telepiącym się przez moment Ambrose, który szczelniej obwinął się czarnym szalikiem zasłaniającym usta. Wcisnął zań też nos, obierając kroki coraz szybsze i żwawsze, mając jeszcze przed oczami obrazy mijane przy wyjściu. Zdawał sobie sprawę, że spędzał tam czas z niezwykłą lubością, że było w tych pozłacanych ramach, pastowanej podłodze i zapachu farby coś odprężającego, że sale posegregowane kolorystycznie znajdywały u niego niezwykłą sympatię. Nie było nic spokojniejszego i łagodzącego rozpierzchnięte nerwy od wpatrywania się w pociągnięcia pędzla pośród słodkiej ciszy, którą zakłócały jedynie odosobnione stukanie butów. Chyba dlatego postanowił sobie wybaczyć zignorowanie upływu czasu, podczas którego mógł robić tyle innych rzeczy. Świadomość sprawienia sobie przyjemności była dla niego niczym nagroda, wiedział, że mu się należała, dlatego jego umysł był teraz spokojny.
Postanowiwszy skrócić sobie drogę przez park, co było wspaniałym pomysłem, wkroczył na ściemniające się leniwie uliczki, które oświecały jedynie ostatnie rąbki słońca. Niebo jednak znacznie poszarzało, nie wspominając o dziwnym jestestwie Limba, które jak kat czyhało na mieszkańców Polis, zerkając na nich z góry i strasząc swym wyglądem. Zniechęcony tym widokiem ponownie wsunął nos w wełniany szalik, acz jego ciekawski wzrok przystanął na odosobnionej osóbce przysiadłej na ławce. Zwolnił energiczny krok, który do tej pory utrzymywał, by się ogrzać i ściągnął brwi, chcąc przyjrzeć się, jak sądził, dziewczynie. Było mianowicie w tym obrazku coś niesamowicie groteskowego, piękny park przepełniony zielenią nie pasował do jej brudnych, popielatych ubrań, jak i do niej, wyraźnie młodej i smutnej. Pozwolił sobie podejść do niej spokojnie, chcąc jej przez ten gest powiedzieć, że nie musi się go obawiać, że nie zamierza zrobić jej krzywdy. Odchylił szalik, za którym widniał kojący uśmiech, taki, którego szuka się w chwilach zwątpienia i stresu, po czym zauważywszy zwilżone policzki wygrzebał, dość nieporadnie, czystą chusteczkę, którą wyciągnął w jej stronę. O dziwo nic nie powiedział. Zdawał sobie bowiem sprawę, że ludzie niechętnie odpowiadają na jakiekolwiek pytania w takich chwilach. Postanowił więc dać jej chwilę swobody, tej ciszy, która między nimi zawisła, a która nie była w żaden sposób stresująca. Była uspokajająca. Zbliżył się nieznacznie, pozwalając sobie usiąść obok niej, dłonie mając wciśnięte w kieszenie płaszcza, nos znów w szalik. Czekał.

Re: Anastasia x Ambrose

on Sob Lut 17, 2018 1:10 am
Nie sądziła, iż jej tragikomiczne losy mogłyby wzbudzić w kimkolwiek impresję groteski i to najpewniej równie jaskrawej niczym wycinek z rycin Jacques'a Callota. Ale oto zbliżył się on, ten który wyplenić miał skazę ze skalanego krajobrazu – istota z innego wymiaru, zesłana przez niebiosa na ziemię, aby uczyniła  świat piękniejszym i lepszym.
Dla własnego bezpieczeństwa, w obawie przed schwytaniem przez odpowiednie służby pozbywające się takich pasożytów jak ona, powinna była odejść pospiesznie nie odwracając się za siebie. Powinna była trzymać się w cieniu, z dala od bacznych spojrzeń podejrzliwych mieszczan, ale gdy tylko Apoko posłało wyzwanie, nie potrafiła mu sprostać. Zatrzymał ją szczery uśmiech wychwycony zza ciążących, lekko przymkniętych i wilgotniejących powiek. To wystarczyło by wzbudzić w niej zaufanie i przyjąć dar.
Chusteczka. Nieznajomy, piękny pan podarował jej, bezdomnej sierocie w starych łachmanach, chusteczkę! Czy śniła? Czy w sercach społeczności Polis tliło się aż tyle dobroci i serdeczności dla bliźniego?  
—Dziękuję — wydukała z siebie, nie śmiąc choćby zerknąć w jego stronę. Łzy nieopatrznie otarła skrawkiem rękawa, chusteczkę zaś miętoliła niespokojnie w dłoniach — teraz jest trochę cieplej. Bardzo wieje od strony, z której pan usiadł.
Spuściła głowę, pochylając się lekko tak, aby w polu widzenia objąć wyłącznie własne stopy odziane w obtarte trzewiczki.
Tak. Teraz było wyjątkowo ciepło.
avatar
Żałosny podszeptywacz

Re: Anastasia x Ambrose

on Sob Lut 17, 2018 1:46 am
Mimowolny uśmiech, choć tym razem skryty przed oczami dziewczyny, wkradł się na jego usta. Był to uśmiech własnej satysfakcji, satysfakcji z usłyszenia jej głosu i tej przeuroczej uwagi, która wręcz prosiła się pieszczotliwą odpowiedź, choć Ambrose mimo tej ochoty nawet nie drgnął. Wpatrując się do tej pory w zmarznięte krzaki i samotne drzewa, powoli skierował na nią błękitne oczyska. Bez jej wiedzy jasne tęczówki przemierzały każdy centymetr jej osoby i z każdego kolejnego centymetra dowiadywał się o niej coraz więcej. Jakaż to tragedia musiała ją spotkać, by wylądowała tutaj?
- Wiem - odpowiedział jej w końcu. Doskonale wiedział z której strony siada i pozwolił jej dojść do wniosku, że nie zrobił tego przypadkowo. - I żaden pan, nazywam się Ambrose i tak też możesz mi mówić - dodał po chwili tonem, w którym słychać było uśmiech. Uniesione kąciki ust nadawały tej wypowiedzi radośniejszy i pokrzepiający wydźwięk, jak i również gestykulacja jego ciała. Odwrócił się w jej stronę pół-bokiem, nie tylko podkreślając skupienie jego uwagi na owej rozmowie, ale i szczelniej zasłaniając ją, taką małą, od wiatru.
- Wybacz mi, ale... ile masz lat? - zaczął z lekkim, charakterystycznym cmoknięciem, które akcentowało jego zastanowienie się nad pytaniem. Dziewczyna wyglądała na młodą, a w młodych ludziach płonie potencjał. W mieście, w którym się znajdowali potencjał był na wagę węgla.

Anastasia x Ambrose

on Pon Lut 26, 2018 2:08 am
Kiwnęła głową, brodę skrywając w głębi ciepłego szala; biedaczka czuła błędną wędrówkę bystrych tęczówek po, niegodnej podobnej atencji, osobie. Palące ciepło zaczęło okrywać dotychczas blade i objęte chłodem policzki; stała się tym samym więźniem własnego ciała zaklętego w odrapanym granicie. Nie mogąc poruszyć się ani na milimetr, oddychała ciężko przez nos, łudząc się, iż jej przejęcie nie będzie dostrzeżone przez chłopaka. Nie, nie chciała na to pozwolić.
Jednakowoż, W niesamowicie miłej odmianie, Nieznajomy przedstawił się jasnym, wdzięcznym tonem pozbawionym połaci nikczemności.
Imię Ambrose prześlizgnęło się niemo po jej wargach niczym ciche, acz potężne zaklęcie, takie które wymagało zrozumienia i skupienia przed jego ostatecznym wypełnieniem. Bohaterów o tak pięknych, szlachetnych imionach spotykała jedynie w książkach - a i w takich utworach, uchodzili oni za arystokratyczne jednostki nie paradujące po okapujących brudem i zgnilizną ulicach dla plebsu. Uszy aż piekły ją z ciekawości i bezsilności, bardzo bowiem pragnęła odwrócić się i przyjrzeć facjacie Nieznajomego. Kim był i jak wyglądało jego życie? Jaka była jego historia?
Ten jednakże rzucił pod nogi Dolores kłodową zagwozdkę, taką nad którą spędziła w ciszy bite kilkadziesiąt sekund, kontemplując zaciekle. Ile miała lat? Jaka odpowiedź powinna uchodzić za prawidłową i taką, która nie narobi jej problemów?
O ile w nich już nie tonęła aż po sam czubek czupryny?
— Dwadzieścia sześć. — odpowiedziała, siląc się na przekonujący ton. — A pan? To jest, a ty? —zapytała, kątem oka obserwując jak ten zdołał zmienić pozycję na dużo bardziej inwazyjną i taką, która uniemożliwiała jej nieustanne zaniechania w utrzymywaniu kontaktu wzrokowego.
Uniosła głowę ku mgliście niewyraźnym warstwom kłębistego nieba - co takiego ujrzała, co sprawiło, iż zebrała się na odwagę i otwarła usta w pragnieniu nawiązaniu kontaktu?
— Czy mogę zapytać co robisz w takim miejscu o tej porze? Jest dziś naprawdę zimno.
Sponsored content

Re: Anastasia x Ambrose

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach