Share
Go down
avatar
Śnieżynka

Haven't Met You Yet

on Wto Mar 13, 2018 2:14 pm
Styczeń 253, Szpital.

Rok 253 przyszedł dla Joshui zupełnie niespodziewanie. Ledwie listopad odszedł w zapomnienie, tak grudzień przemknął jak z bicza trzasnął i już w sylwestrowy wieczór, w towarzystwie przyjaciół, mężczyzna wznosił toast za czas, który miał nadejść.
Addams nie czynił noworocznych postanowień. Mimo jego pogodnej i całkiem romantycznej duszy, uważał to za zwyczajnie niemądre. Jego cel od wielu lat, był jeden i ten sam - zgłębić tajemnicę kryjącą się za mutacjami oraz Limbo, a tym samym pokonać Największego Niszczyciela. Czuł, że swoją ciężką pracą, z biegiem czasu mu się to uda.
Na życzenia szczęścia w miłości, uśmiechał się jedynie. Nie było bowiem kobiety, która po rozstaniu z Wiktorią, uleczyłaby jego serce. Zresztą sam "zainteresowany", nie szukał jakiejkolwiek wybranki, nie czuł też takiego przymusu. O naciski rodziny też nie musiał się martwić, bowiem trzymał się z boku, nie biorąc udziału w rodzinnych spędach i dramatach.
Styczeń mijał mu szybko, wypełniony ciężko pracą, napędzaną jego ambicjami. Minęła godzina 16:00, gdy badacz korzystając z chwili przerwy między pacjentami, studiował sprawozdanie jednego z ciekawszych przypadków medycznych, jaki mu się ostatnio przydarzył.

Re: Haven't Met You Yet

on Wto Mar 13, 2018 3:30 pm
Ten dzień był dla Madeline ważny, w końcu to dzisiaj miało okazać się czy ma jakąkolwiek szansę na pracę w kopalni. Siedziała w poczekalni razem z innymi oczekującymi swojej wizyty pacjentami. Niektórzy wymieniali między sobą najróżniejsze poglądy czy to o ukochanej rodzinie, o szpitalu któremu można by wiele zarzucić czy o polityce. Ona jednak nie zamieniała zbyt dużo słów z nikim zbytnio pogrążając się w myślach na temat tego, czy dokonała właściwego wyboru. Wiele było okazji do tego, aby uciec. Udawać, że nie przestąpiła jeszcze progu szpitala. Odziana w białą koszulę, czarną spódnicę z wysokim stanem z włosami spiętymi w wysoki kok wyglądała bardziej jak kobieta szukająca pracy w recepcji, na czystym, spokojnym stanowisku niżeli jak nieokrzesana robotnica nie wiedząca czym jest mydło. W końcu przyszedł na nią czas. A ona zawahała się przed zapukaniem do gabinetu. Musiała wziąć kilka głębokich oddechów nim nie nacisnęła klamki. Wychyliła się zza drzwi nieśmiało. - Przepraszam. Można? - Najzwyklejsze „dzień dobry” by nie wystarczyło. W tym miejscu nie czuła się jak u siebie, nie zachowywała się zbyt swobodnie co można było wywnioskować po rozglądaniu się po całej sali. Najwyraźniej szukała jakiś strasznych urządzeń. Ale nic takiego nie rzuciło się jej w oczy, nawet lekarz nie przypominał wymyślonego przez nią szaleńca.
- Ja w sprawie pracy. A właściwie to badań. Do pracy w kopalni Hamiltona. - Wykrztusiła z siebie w końcu.
avatar
Śnieżynka

Re: Haven't Met You Yet

on Wto Mar 13, 2018 5:01 pm
Mężczyzna słysząc przywitanie podniósł głowę i spojrzał na nowoprzybyłą. Bez wątpienia doktor Addams nie wyglądał na szaleńca, wręcz przeciwnie - jakby kontrastem dla okrytego sławą nazwiska, spoglądały na nią łagodne, ciemnobrązowe oczy.
- Tak, oczywiście - przywitał się, obdarzając ją uśmiechem.
Z pewnością Joshua nie miał aparycji, mogącej uczynić go łamaczem kobiecych serc. Nie był to przystojniak, na widok którego przeciętna białogłowa, prawie że mdlała z zachwytu a serce niemal wyskakiwało jej z piersi. Miał w sobie jednak coś ciepłego i ujmującego, co sprawiało, że ciężko nie było czuć do niego chociaż sympatii.
Kiedy Madeline wyłuszczyła po co się tu zjawiła, wyglądał na nieco zaskoczonego.
- Wydaje mi się, że mogła nastąpić pomyłka. Nie potrzeba mojej diagnozy do pracy biurowej. - łatwo mogło dojść do tej pomyłki, wszak przyszła ubrana, jakby startowała do działu kadr, a nie do pracy czysto fizycznej.

Re: Haven't Met You Yet

on Wto Mar 13, 2018 6:35 pm
Zaskoczona z początku nie wiedziała jak wyjaśnić lekarzowi swoją sytuację. Zamilkła na moment nim nie zebrała odpowiednio myśli. - Myślę, że nie przyjęliby mnie do pracy biurowej. Słyszałam, że zarząd gustuje w długonogich, niebieskookich blondynkach. - Uśmiechnęła się lekko starając się nie pokazywać swojej zawiedzionej miny, zdecydowanie praca na takim stanowisku byłaby bardzo kuszącą opcją. Kobieta nie musiałaby martwić się potencjalnymi mutacjami.
- Zamierzam pracować razem z mężczyznami. W najgłębszych czeluściach kopalni... Słyszałam, że kobiety także są przyjmowane na to stanowisko. - Odpowiedziała dość poważnie chociaż z jej miłym dla ucha głosem, brzmiało to jak świetny, udawany żart. Młode to jeszcze, o życiu wiele nie wiedziało i zamiast chadzać na randki w parku, chciała wydobywać węgiel? Tego jeszcze nie było.
 - Muszę w szybkim tempie podjąć pracę. - Zawiesiła nań spojrzenie. Potrzebowała pieniędzy w trybie ekspresowym, chociaż nie wyglądała na żebraczkę. W rzeczywistości jej ciało pod połaciami ubrań było chudsze, niż mogło się na pierwszy rzut oka wydawać. Miała też na utrzymaniu dziadka, który nie był już okazem zdrowia.
avatar
Śnieżynka

Re: Haven't Met You Yet

on Wto Mar 13, 2018 7:11 pm
Na jej uwagę o pożądanych kandydatkach, nie mógł się nie uśmiechnąć. Jak nie korupcja, nepotyzm, to szowinizm - ot kwintesencja Polis. I tak swoją drogą, on jakoś nie przepadał za długonogimi, niebieskookimi blondyneczkami. Pewnie dlatego, że jego ex-narzeczona pasowała dokładnie do tego opisu.
Dobrotliwy uśmiech jednak nieco przygasł, gdy słuchał dalej. To...dziewczątko do kopalni ? Naprawdę? Świat chyba stawał na głowie. Wyprostował się, patrząc na nią uważnie.
- Proszę usiąść - polecił, gotów jej wyłożyć wszystkie "za" i "przeciw" decyzji, które zamierza podjąć - Nie mam w zwyczaju zniechęcać potencjalnym pracowników kopalni...bo jest to praca naprawdę potrzebna, chwalebna i o ile wiadomo dobrze płatna...ale musi Pani zdawać sobie sprawę, jak bardzo jest niebezpieczna. - wyglądała...chudo. Na pierwszy rzut oka, a przecież jeszcze jej pod bluzkę nie zaglądał. Pewnie to zrobi, jeżeli ta się uprze na badania.
-Praca w kopalni, to poddanie się ryzyku mutacji. Mogą one przybierać różne formy, od całkiem nieszkodliwych, po bardzo uciążliwe, aż takie, które mogą Panią zabić. - powiedział z pełną powagą - Jest Pani pewna, że jest to dla Pani jedyna opcja zarobkowa? - cóż, miał obowiązek uprzedzić tą dziewczynkę (inaczej jakoś nie mógł o niej pomyśleć) o tym,na co tak naprawdę się pisze.

Re: Haven't Met You Yet

on Wto Mar 13, 2018 11:43 pm
Wskazane miejsce zajęła już bez zbędnego ociągania się. Pewniej czuła się siedząc niżeli przestępując z nogi na nogę. Podejrzewała, że spotka się z taką reakcją jednak nie mogła mieć Addamsowi za złe tego logicznego toku rozumowania. Musiała być w jego oczach desperatem, który porywał się z motyką na słońce.
- Nie byłoby mnie tu, gdybym się bała. Świat należy do odważnych! - Zaśmiała się nerwowo chcąc załagodzić sytuację. W rzeczywistości gdzieś w głębi myśl o tym przerażała ją na wskroś. Ale nie mogła zawieść jedynej osoby, jaka jej w Polis pozostała. Musiała iść czyimś śladem. Teraz nie była w stanie wydeptać w ziemi własnych. Karmiła się myślą, że dzięki tej pracy pewnego dnia uda się jej wyruszyć poza kopalnię, w poszukiwaniu zaginionych rodziców. Ale mówienie o tym teraz to był zły pomysł. Trzymała kciuki za to, żeby to nie obłęd wkradał się w jej umysł na myśl o tych, których najbardziej brakowało. - Zastanawia mnie czy jest jakaś reguła na mutacje. Im dłużej się pracuje tym mutacje są cięższe, czy może nie ma to znaczenia? Czy nowa mutacja jest w stanie przypadkiem zaleczyć poprzednią? - Pytań miała w zanadrzu wiele. Chociaż nasłuchała się już wielu niemiłych historii.
- Szukałam już w tylu miejscach... Potencjalni pracodawcy mówią mi, że nadaje się co najwyżej na służącą. A czasem nawet gorzej! Milej mi będzie słyszeć, że promienieje z każdym dniem bardziej niż płakać przez skrzywdzoną godność. - Zmyślnie wplotła w swoją odpowiedź niefrasobliwy żart. Miło byłoby wiedzieć, że lekarz też miał takie wyszukane poczucie humoru co ona. Szczególnie w takiej niekorzystnej sytuacji.
- Mam za małe wykształcenie, żeby znaczyć w tym mieście więcej.
avatar
Śnieżynka

Re: Haven't Met You Yet

on Sro Mar 14, 2018 10:44 am
Uśmiechnął się łagodnie. Boże, ile to dziewcze mogło mieć lat? Dwadzieścia? Może ciut więcej ? Istotnie, było między nimi aż piętnaście lat różnicy. Co ciekawe, dorównywała mu prawie wzrostem, co mu się rzadko zdarzało, zwyle bywał wyższy od innych.
- Och, to nie chodzi o odwagę, co świadomość tego, na co Pani się pisze - wyjaśnił spokojnie. - Natura mutacji nie jest nam do końca znana. Wiemy co je wywołuje, ale nie jesteśmy w stanie przewidzieć ich rozwoju i czy w ogóle wystapią. Pewne osoby wydają się być na nie bardziej odporne, inne umierają po krótkiej ekspozycji na promieniowanie - tłumaczył cierpliwie, a na jej kolejne pytanie, uśmiechnął sięznowu - Pracuję nad mutacjami od dziesięciu lat i nie zdażył się przypadek, by jedna mutacja, zaleczyła drugą.
Westchnął cicho. Wydawała się być zdeterminowana. I do tego zbyt uparta. Ot przywara młodości.
- Nie wiem, czy tak dbałbym o godność, w perspektywie tego, że mogą mi wyrosnąć dodatkowe pary kończyn. Albo skóra sczernieć na węgiel. - zauważył - Skoro zdaje sobie Pani sprawę z ryzyka, możemy zacząć.
Wyciągnął czystą kartę pacjenta i zebrawszy od niej podstawowe dane, przystąpił do badania.
- No dobrze. Osłucham Panią teraz, muszę wiedzieć, jak z Pani płucami. Te są szczególnie narażone w pracy w kopalni. - wyjaśnił, wkładając słuchawki do uszu - Proszę rozpiąć koszulę.

Re: Haven't Met You Yet

on Sro Mar 14, 2018 8:02 pm
- Słyszałam, że w czerni mi do twarzy. A Pan co myśli? - Wymyśliła to na poczekanie, chociaż długą spódnicę rzeczywiście miała właśnie tego koloru. Ciemne kręcone włosy, a przy tym jasna karnacja dobrze współgrały z ciemnymi kolorami. Tworzyły jednak postać zdecydowanie zbyt poważną jak na ten wiek. Próbującą na siłę dorosnąć. Wymienianie się podstawowymi informacjami było jedną z przyjemniejszych części badania. Nieszczególnie przepadała za wszystkimi tymi wymyślnymi procederami, czasami myślała sobie, że lekarze po prostu drwili z pacjentów każąc im stawać na jednej nodze, z zamkniętymi oczami, aby dotknąć czubka nosa. Koszulę rozpinała niespiesznie, starała się zachować pozory nie zdenerwowanej tym, że patrzeć miał na nią mężczyzna. W myślach powtarzała sobie, że to tylko lekarz. A więc widoków takich miał już bardzo dużo.
Nie robiło to na nim żadnego wrażenia. Mimo wszystko nadal był to przedstawiciel płci przeciwnej który według Madeline instynktownie oceniał pewne części jej ciała. A jeśli nie je to przynajmniej koronkowy, biały biustonosz przyciągający wzrok. Wyminęła go spojrzeniem, zawieszając je gdzieś na ścianie nieopodal. Czekała w ten sposób na to, aż nie wahając się, przystąpi do badania. I aż się ono zakończy. Myślała czasem o tym, czemu od małego powtarzano dziewczynkom żeby były powściągliwe. Miały traktować swoje ciało jako coś świętego, wielce wstydliwego na co nie każdy powinien patrzeć. A później wszyscy wokół dziwili się, dlaczego czuły się nieswojo podczas wizyt chociażby u kardiologów którzy widzieli ich górne partie ciała w pełnej okazałości. - To Pan będzie się mną zajmować jeśli coś mi się stanie? Często tu Pana odwiedzają? A gdyby wyrósł mi szósty palec to byłoby to przekleństwo, czy błogosławieństwo? - Nie chciała już słuchać tej ciszy.
avatar
Śnieżynka

Re: Haven't Met You Yet

on Sro Mar 14, 2018 9:12 pm
Na jej pytanie uśmiechnął się, choć można by przysiąc, że pojawiła się w nim nutka zakłopotania. Nie zwykł komplementować pacjentek, które właśnie zdejmowały górną część garderoby.
- Czerń bardzo dobrze się nosi, zwłaszcza w połączeniu z bielą. Klasyczna elegancja - powiedział dyplomatycznie, bo nie był ani ekspertem mody, ani nie miał w zwyczaju podrywać pacjentek.
Wyszedł zza biurka i podszedł do Madeline. Była niesamowicie chuda i to w nie dobrym słowa znaczeniu. Obawiał się, że dziewczę nie poradzi sobie z trudami kopalni. Albo zemdleje jeszcze przed wejściem....
-Proszę oddychać spokojnie- położył delikatnie dłoń na jej plecach, drugą przesuwając stetoskopem po skórze.
- I nic nie mówić przez chwilę - dodał, gdy ta się zaczęła rozkręcać .Nasłuchiwał, płuca Madeline były w jak najlepszym porządku.
- Być może. Jest kilku innych badaczy. To zależy od pacjenta, do kogo chce się udać - odparł z uśmiechem. -Może się Pani już ubrać - wydawał się nie zainteresować koronkowym biustonoszem. Na litość boską, to było jeszcze dziecko! Wrócił za biurko.
- Co do szóstego palca... Nie jestem w stanie na tu odpowiedzieć - uśmiechnął się

Re: Haven't Met You Yet

on Czw Mar 15, 2018 1:09 pm
Stetoskop z zasady zawsze musiał być zimny. Tak też tym razem nieprzyjemny dreszcz przeszedł jej wzdłuż kręgosłupa. Odetchnęła, kiedy już mogła zabrać się za ubieranie. Tym razem pospieszyła się, starannie wkładając koszulę w spódnicę. Odgarnęła wpadające na twarz kosmyki włosów, wiercąc się na krześle.
- Może będę mieć szczęście i przyniosą mnie bez zbędnego pytania do Pana. Miło by było widzieć znajomą twarz. Prawda? - Przyznała z uśmiechem. Wyobrażała sobie spokojną pogawędkę przy szklance wody, w ciemnym pomieszczeniu które tak naprawdę byłoby jasne, po prostu jej oczy nie byłby w stanie dostrzegać jakiegokolwiek światła.
- Byłby Pan dumny, gdyby ktoś z rodziny znajdywał się na tym stanowisku? Robotniczym.  - Wyprostowała się, opierając plecami o krzesło. Nie sądziła, że ktoś kto był na tak wysokim stanowisku byłby z tego zadowolony. Do wykonywania najbrudniejszych zajęć zawsze zaganiano najniższe warstwy społeczne, takie jak ona.
- Wierzy Pan w to, że kiedyś to się skończy? Że nie będzie już strefy napromieniowanej poza Polis? Słyszał Pan o tych szaleńcach, którzy widzą inaczej? Mnie też to będzie czekać? - Zmarszczyła w zastanowieniu brwi. Skoro już tu była miała nadzieję, że uda się jej dowiedzieć czegoś więcej. Musiała zorientować się, na co powinna zwracać uwagę. Pamiętała niepokojące wywody dziadka, który czasem coś smęcił pod nosem.
- Hipotetycznie, co się ze mną stanie jeśli tak będzie?
avatar
Śnieżynka

Re: Haven't Met You Yet

on Czw Mar 15, 2018 6:02 pm
Joshua zawsze myślał, że jest gadatliwy i czasami się wręcz obawiał, że może to niektórych drażnić. Teraz jednak poznał Madeline i z rozbawieniem pomyślał, że jednak nie jest z nim tak źle. Chambers zadawała dużo pytań na raz i musiał się porządnie skupić, by odpowiedzieć na wszystko.
- Wolałbym, by nie przynosili Pani wcale. - stwierdził z rozbrajającą szczerością - Paradoksalnie, im mniej mam pacjentów, tym lepiej - w końcu nie chciał, by coraz więcej osób zmagało się z konsekwencjami promieniowania, a mniej! Możnaby pomyśleć, że to głupota, bo co by wtedy robił w życiu ? Mógłby się przekwalifikować. Może zająłby się pisaniem? Miał dość lekkie pióro. Śpiewać też zupełnie nieźle potrafił...z pewnością znalazłby sobie nowe zajęcie.
-Czy byłbym dumny? Pewnie tak. Z drugiej strony umierałbym ze strachu każego dnia, że będę musiał ratować życie bliskiej mi osoby.Albo, że nie zdołam jej pomóc. - powiedział szczerze
Pytanie, za pytaniem i każdej kolejne cięższe od drugiego.
- Raczej wątpie. Limbo towarzyszy nam od dawien dawna, nie sądzę, by zniknęło ot tak. - zauważył. - Tak, słyszałem. Miałem kilku pacjentów, którzy...jak twierdzili...komunikowali się z Limbo. Jest to jednakże zjawisko nader rzadkie. - nie podjął jednak tematu dalej. W końcu była to jakaś tajemnica lekarska.
Wpisał kilka dodatkowych informacji do karty
- Może spotkać Panią wiele rzeczy, panno Chambers. Dlatego radzę się porządnie zastanowić, czy to na pewno praca dla tak...kruchej osoby, jeżeli mogę się tak wyrazić. - imnaczej nie umiał jej określić. Była tak chudziutka, jakby byle podmuch miał ją połamać.

Re: Haven't Met You Yet

on Sob Mar 17, 2018 12:42 pm
Pomimo obaw już dawno pogodziła się z myślą, że w Polis nie ma lepszego miejsca do bytowania. Nie miała nic do stracenia poza własnym w gruncie rzeczy, niewiele znaczącym życiem. Samotność ułatwiała pewne wybory, nie musiała zastanawiać się dwa razy. Skinęła głową na znak, że w pełni rozumie swoje niewygodne położenie. U Hamiltonów zawsze ze względu na zgony, brakowało rąk do pracy.
- Decyzja już została przeze mnie podjęta. - A to, że spory udział miał w tym nieszczęsny dziadek nie miało teraz znaczenia. Trzymanie się wersji, że wszystko było tylko jej inicjatywą prezentowało się o wiele lepiej.
- Zamilknę, jeśli Limbo postanowi do mnie przemówić. A później wszystkie słowa które usłyszę, przeleję na papier w celach naukowych. - Obwieściła krótko. Obietnica dokumentowania wszelkich anomalii nie należała do najczęstszych. Nie w przypadku zwykłego, szarego człowieka który powinien poddać się obłędowi.
- Może dzięki temu zyskam pośmiertną sławę? - Podrapała się po policzku.
- Sprawdzę się jako bajkopisarz dla najmłodszych. - Poprawiła się zaraz. Podejrzewała, że nikt nie uwierzyłby obłąkanym zapiskom mieszczanina. Chociaż myśl o możliwości przeczytania jakichkolwiek przemyśleń osoby, dotkniętej tym stanem, wywoływała niezdrową ekscytację. - Może w kopalni przydzielą mnie do lżejszej pracy? Mogłabym przedostawać się przez małe szczeliny, do nieodkrytych jeszcze miejsc. - Nadzieja w jej głosie pozostawała niezłomna, najwyraźniej przysłowia dobrze mówiły, że umiera ostatnia. - Chciałabym kiedyś wyruszyć w daleką podróż poza granice Polis. Miał Pan kiedyś podobne, niedorzeczne plany?
avatar
Śnieżynka

Re: Haven't Met You Yet

on Pon Mar 19, 2018 1:20 pm
Westchnął cicho. Widział, że jej nie przekona. Dziewczę było już zdecydowana pchać się tam, gdzie najmniej dla niego bezpiecznie. Pokręcił głową. Nie wiedział już czy to ta przywara młodości, czy lekkomyślność czy tak skrajna desperacja. Po każdym jej kolejnym pytaniu, utwierdzał się w fakcie, że Madeline nie miała pojęcia w co się pakuje.
- Oby Panią przydzielili do czegoś lżejszego. Inaczej marny los panienkę czeka - uśmiechnął się dobrodusznie.
Odchylił się na krześle, rozważając jej ostatnie pytanie.
- Nie sądzę. Moje plany zwykle ograniczały się do tego miasta - odparł po namyśle.
Nie myślał, by stąd uciec, czuł się w Polis zupełnie dobrze. Chciał jednak by starcie z Limbo, nie równało się z rychłą i bolesną śmiercią.
- No dobrze...jeżeli Pani tak bardzo na tym zależy...nie mogę stawać na przeszkodzie - westchnął w końcu i przybił pieczątkę. Mogła zaczynać pracę w tej Puszce Pandory, jaką była kopalnia.

Re: Haven't Met You Yet

on Pią Mar 23, 2018 11:27 pm
- Ciemno wszędzie, głucho wszędzie. Co to będzie, co to będzie? Najwyżej schrupią mnie tam na drugie śniadanie. - Odwzajemniła ciepły uśmiech. Przemknęło jej przez myśl, że Pan Addams kiedy tak troskliwym głosem odpowiadał na wszystkie niewygodne pytania dość dobrze wpisywał się w wolę typowego wujka. Takiego, który w tajemnicy przed dorosłymi dawał siostrzeńcom monety wyciągnięte zza ucha. Addamsowie nie tacy straszni jak o nich mówiono? Zmrużyła podejrzliwie oczy, zapominając przez chwilę, że wciąż się w nią wpatrywał. Myślała o tym, czy miał coś na swoim sumieniu.
- Pan się z powołaniem nie minął? Anioły w innych miejscach bywają. Ale niepotrzebnie się martwi. Skrzydeł co prawda nie widzę, ale biel fartucha powinna utrzymywać się, na równi z czystym sumieniem. - Przełożyła nogę na nogę, co świadczyć mogło o tym, że wypowiadając te słowa nabrała odrobiny pewności siebie. - Wszystko ma Pan w oczach. - A oczy ma Pan jak wierny pies. Wtrąciła. Dumna z siebie, unosząc nieco wyżej podbródek. A później obrzuciła spojrzeniem papiery, na których pojawiła się pokaźna pieczątka.
- Badanie nie były zbyt restrykcyjne. Na pewno o niczym Pan nie zapomniał? A tak mnie wizytą tutaj straszyli. Zawiodłam się. - Zaśmiała się, co nie do końca jej wypadało. Niektórzy mogliby sądzić, że między zdaniami próbowała podjudzać niczemu winnego, dobrodusznego lekarza. Strzepała ze spódniczki warstwę wyimaginowanego kurzu, poprawiając zmięte jej rąbki.
avatar
Śnieżynka

Re: Haven't Met You Yet

on Pon Mar 26, 2018 9:17 pm
Chyba pierwszy raz w karierze, zwyczajnie zaniemówił. Madeline Chambers okazało się być osobą tak niezwykła i nietuzinkową, że panu doktorowi, zabrakło języka w gębie. Rozchylił usta, chcąc coś powiedzieć, po czym od razu je zamknął, a potem zaśmiał się, jakby...zakłopotany?
- Wydaje mi się, że jestem dokładnie tam, gdzie powinienem być. - lubił swoją pracę. Bywała często bardzo trudna, absorbująca, momentami wracał do domu kompletnie wyczerpany...wiedział jednak, że to jest dokładnie to, co chce i powinien robić.
Oczy, które zdawały się być zwierciadłem jego duszy, nieco zbyt długo wpatrywały się w Madeline. Wyglądało na to, że doktor, choć wyspecjalizował się immunologii czy mutagenach, tak drobne flirty były mu raczej obce.
Szczęśliwie uwaga panny Chambers szybko go rozluźniła i znów dało się usłyszeć jego śmiech.
- Och, do pracy w kopalni, nie jest się trudno dostać. Gorzej w niej wytrwać. - zapewnił ją, nie dając się skusić na dopasowaną spódniczkę.
- Ufam, że nie będziemy musieli się znów tu spotkać. Oznaczałoby to bowiem w optymistycznej wersji chorobę popromienną, w tej mniej, inne paskudne przypadłości, które bytu Panią sprowadziły. - uśmiechnął się dobrodusznie

Re: Haven't Met You Yet

on Sro Mar 28, 2018 2:02 pm
Do Pana Addamsa zaczynało brakować jej słów, nie mogła uwierzyć, że tak długo był w stanie trzymać fason nie wychodząc ze swej roli. Odrobinę zawiedziona takim obrotem spraw, wykrzesała z siebie podziękowania, a także ciepły uśmiech nim nie zabrała przypieczętowanych dokumentów.
- W takim razie, do nie zobaczenia? - Zmartwiła się nieco tą myślą, ale nie na tyle, by myśleć nad nią przesadnie długo. Nie znali się zbyt blisko, żeby żywić do siebie urazę z powodu takich słów. Podeszła w stronę drzwi, akurat następny pacjent chwycił za klamkę, próbując pospiesznie wtargnąć do pomieszczenia. Wyminął Madeline zwinnym ruchem, już rozsiadając się wygodnie naprzeciwko lekarza. Najwyraźniej miał wiele do powiedzenia, skoro już na wstępie rozgadał się jak nakręcana zabaweczka. Dziewczyna tylko zerknęła przez ramię na odchodne, zaraz zamykając za sobą drzwiczki. Opuściła korytarz. Parę chwil później w szpitalu nie było po niej najmniejszego śladu.

Koniec!
Sponsored content

Re: Haven't Met You Yet

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach