Gwiaździsta noc - grudzień 234
 :: Polis :: Rozgrywki graczy :: Rozgrywki retrospekcyjne

Ophelia F. Addams

Liczba postów : 11
Postów fabularnych : 0
Join date : 11/02/2018
avatar
Świeża krew
Zobacz profil autora http://atlas.forumpolish.com/f27-ophelia-addams
Pią Lut 16, 2018 9:25 pm
Zimowa, osnuta oddechem mrozu noc, wieńcząca swą fioletową, rozgwieżdżoną płachtą rok 234 przynosiła w swej obojętnej naturze swoiste ukojenie dla Winchester. Podczas minionych miesięcy obserwowała niczym widz w teatrze sceny własnego dojmującego upadku, który odciskał piętno na umyśle pomimo całego uczucia, jakie wkładała w ignorowanie go. Plejada barw, jaką rozbłysły emocje dzierżone przez wszystkie niezamieszkane dni i kalejdoskop obrazów, który mógł powolnym, dramatycznym tempem sunąć przed oczami przerażały ją w całej rozciągłości. Podziwiała swój znakomity upadek moralny, który zabarwił czernią nędzne pozostałości sumienia, mogąc jedynie spuentować go owacjami na stojąco.
Prawą dłoń odzianą w czarną rękawiczkę wspierała na ramieniu Addamsa, co jakiś czas — dyktowany kaprysami losu — obdarzając go szybkim, przelotnym spojrzeniem. Spacer o porze tak późnowieczornej, niemalże zakrawającej o nocną, należał niewątpliwie do uroków czasu sylwestrowego, w którym ludzie samą potęgą chwili wypychani byli na wyłożone asfaltem ulice. Park więc, na ogół stanowiący kompletnie odludne miejsce o porze cokolwiek późnej, zaświecił się paroma jednostkami ludzkimi korzystającymi z mroźnej nocy pośród nagich konarów drzew.
Ujemna temperatura wzbijała wraz z każdym oddechem skute lodem obłoki w przestrzeń, docierając do samej zimowej esencji. Było tanatycznie, aczkolwiek pięknie — jej ulubiona pora roku.

Alfred H. Addams Sr.

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : Kilka postów w miesiącu
Liczba postów : 7
Postów fabularnych : 0
Join date : 10/02/2018
avatar
Świeża krew
Zobacz profil autora http://atlas.forumpolish.com/f36-alfred-addams
Pią Lut 16, 2018 9:32 pm
  Jeszcze jakieś pół godziny temu wydawało mu się, że spacerując ze swoim kochanie pod rękę czułby się i wyglądał tak nienaturalnie, że dziękowałby Bogu za to, że w zimę niewiele osób przechadzało się tymi ścieżkami. Teraz jednak, krocząc spokojnie z Ophelią przez przyjemnie zimne Zieleńce, zdał sobie sprawę z tego, że była to obawa iście irracjonalna — nie wybrał mu los kobiety zwykłej, która miała oczarować go urodą i próbować spełnić oczekiwania, których nie posiadał.
  Dopiero teraz widział jak wielkie piętno odbiło na nim pierwsze małżeństwo, przez które zaczął traktować płeć przeciwną z chłodem i dystansem jeszcze większym niż resztę społeczeństwa. Tu jednak była ona — Winchester, jakby chmury się rozstąpiły, by nadać odrobinę sensu całej tej szopce. Pierwszy raz w swoim życiu był w stanie potwierdzić przed samym sobą, że w pewnym stopniu uległ kobiecie, chociaż niekoniecznie tak, jak wszechświat od niego wymagał. Nie czuł się więc przy niej spięty, a wręcz przeciwnie — jak ostoja spokoju i troski prowadził ich tak, by przypadkiem na kogoś lub coś nie wpadli, krokiem niezbyt szybkim, aby ta nie musiała za nim biec.
  — Przyznam szczerze — żałuję, że nie mogłaś stawić się przez ostatnie dni w moim mieszkaniu, oddałbym wtedy wiele za równego mi towarzysza rozmowy. Niemniej jednak rozumiem w pełni powody. Mam nadzieję, że wizyta u rodziców mimo wszystko była dla ciebie przyjemnym doświadczeniem. Odniosłem wrażenie, że nie wybierasz się tam ze szczególnym entuzjazmem, chociaż być może było ono mylne.


I wciąż tylko jeden jeszcze trud —
Wysilenie jedno — jeden cud
— A potem — już nie!…

Ophelia F. Addams

Liczba postów : 11
Postów fabularnych : 0
Join date : 11/02/2018
avatar
Świeża krew
Zobacz profil autora http://atlas.forumpolish.com/f27-ophelia-addams
Pią Lut 16, 2018 9:39 pm
Powoli godziła się z myślą, iż przetrwanie jej młodości jest tak niemożliwe, jak przetrwanie późnoletnich motyli. Coraz rzadziej powracała do zapachu gałęzi magnolii przy skwerze, oddzielając woń tożsamą sobie samej solidną barierą przeszłości. Salonowa socjeta mogła sądzić, że pragnęła nade wszystko ucieczki przed wskazówkami zegara, które z upływem lat miały znaczyć coraz wyraźniejszymi bruzdami kąciki cokolwiek bystrych oczu, może w istocie rzeczy przeklęty refren, który powtarzała sobie samej na to wskazywał. Najbardziej ze swoją nieodwołalną młodością, tą o wyglądzie świeżej piwonii, rozciągającą przed nią gładki pas startowy, łączyła niezależność w całej swojej krasie. Daleką od dzieciństwa, lecz równie zdystansowaną od zamążpójścia i późniejszych konsekwencji nadgryzających zębów uporczywego czasu. Fakt zaś, iż utrata niezależności nieodzownie była przez Ophelię utożsamiana ze stałością związku i sakramentalną przysięgą czynił z niej małą uciekinierkę — tę, która przesypia noce u koleżanek, nie chcąc spojrzeć prosto w oczy własnemu odbiciu, jednak wyniesioną na zupełnie inny, stokroć dojrzalszy poziom.
W gruncie rzeczy jednak umykała wszystkim atrybutom wzniosłości, do których nijak się nie imała. Gładkim włosom zakręconym na szczotce, sweterkom zdobionym monogramami, perłom śmiechu burżuazji, do której kurtuazyjnego przepychu i tandetnego lśnienia w słońcu przywykła, ba, stała się integralną częścią. Zapuściła korzenie, z brutalną nieodwołalnością wrastając w to, wobec czego buntował się w niej duch młodości, a z każdą przemijającą zimą syrenim głosem przekonywała samą siebie, iż nic to dla mnie nie znaczy, czy świat uzna mnie za zmarłą.
Osoba Addamsa była pośród istnego patosu tragedii kompletnie niepasująca, jednak prawdopodobnie w tym zagnieździł się cały urok, wobec którego z uległością przyzwoliła samej sobie na zaręczyny. Ach, ironio! Miała w sobie coś nieugiętego — gdyby ją wrzucić do morza, statek, który by się z nią zderzył, zatonąłby. Doprawdy ubogi słownik byłby do dyspozycji, aby określić moc, z którą uparcie uciekała przed samym brzmieniem zaręczyn, teraz jednak pękła niczym szkło — zakrzywiając tę drobną przestrzeń jej samej; Skończyła w sposób bajeczny, idąc z Alfredem pod rękę, wzbijając miałki, miejski pył towarzyszący zimie w pióropusze, oddając głuchy stukot kroków eterowi, zupełnie jakby nie zaprzeczyła wielokrotnie samej sobie.
Skierowała na niego wzrok zamknięty w ciemnych, naznaczonych plamkami tęczówkach. Parę czarnych loków opadło na poły płaszcza, trącane zalotnie przez łagodnie szarżujący wiatr, który naznaczył piegowate policzki solidnymi rumieńcami. Zmrużyła nieznacznie oczy, koncentrując się na jego słowach, a także na własnej odpowiedzi — wciąż nie mogła wyzbyć się typowo kobiecych, prawidłowych gestów, których została wyuczona, choć podskórnie czuła, iż tkwi w nich wyłącznie osobliwa salonowa dekoracyjność.
Także żałuję, że nie mogłam się pojawić — o proszę, nawet nie skłamała! — jednak z czystej grzeczności musiałam stawić się u rodziny. Nie byłbyś w stanie się domyślić, o ile bardziej wolałabym spędzić te święta w twoim towarzystwie. — Potarła zaróżowione przez mróz policzki, uśmiechając się kompletnie naturalnie. — Oczywiście, że nie wybierałam się z entuzjazmem. Święta są u nas jeszcze bardziej specyficzne, niż codzienne, rutynowe istnienie we wzajemnej koegzystencji — odparła po chwili, ważąc słowa, dociskając się do jego ramienia.
Samo wspomnienie świąt było w stanie oblać ją zimnym potem, słowem zaś, była w stanie przywołać je do gniewu zredukowanego do pustego aforyzmu. Gdyby pamięć zamkniętą w kliszy ukazywały obrazy powieszone na ścianach, niewątpliwie pozbyłaby się tej najbardziej dojmującej, uporczywej, pozostawiając na ścianach jedynie duchy białych plam. Kuriozum wspomnień zaczynało czynić ją osobą w każdym calu nieprzyjemną, gardzącą ludzką krzątaniną — taką, która potrafi nagadać przykrości z zaskoczenia. Ona jednak, pomimo bycia młodą — ha, powracając do aspektu młodości! — nie mogła pozwolić sobie na tę lekkomyślność w słowach, która dla młodości była błogosławiona.



mary prays the rosary
for my broken mind

Alfred H. Addams Sr.

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : Kilka postów w miesiącu
Liczba postów : 7
Postów fabularnych : 0
Join date : 10/02/2018
avatar
Świeża krew
Zobacz profil autora http://atlas.forumpolish.com/f36-alfred-addams
Pią Lut 16, 2018 9:44 pm
Wolała spędzić te święta w jego towarzystwie. Nawet chciał trochę, aby było to szczerą prawdą, ale wciąż zachowywał swój chłodny dystans nie pozwalający mu odwrócić uwagi od tego, że kobieta jej pokroju nie chcąc się gdzieś pojawić... po prostu by się tam nie pojawiła. Nie odnalazł w sobie jednak szczególnego zainteresowania tematem — wydawało mu się, że problemy rodzinne były jej sprawą, od której i tak uwalniały ją zaręczyny. Czy to nie wystarczało? Nie wiedział. Kobiety bywały skomplikowane.
  Oczarowanie jej równie szczerym i przyjemnym uśmiechem okazało się być dla niego absolutnie niewykonalne. Na twarz nie wylał mu się ani promień radości, ani choćby grymas niezadowolenia — był jakby bez wyrazu. Wyraźnie zareagował dopiero na mocniejsze przylgnięcie do jego ramienia: spojrzał jej głęboko w oczy, pochylając się przy tym lekko i nieświadomie w jej stronę. Milczał tak chwilę, po czym odparł:
  — W takim razie niech uspokajającą będzie myśl, że na dłuższy czas masz to za sobą. Nie ukrywam też, że nie chciałbym abyśmy popadli w jakąś rutynę — przyznał. — W naszej relacji od początku podoba mi się — odwrócił wreszcie spojrzenie — jej niezwykłość i nieprzewidywalność. Martwiłoby mnie, gdybyś i w tym przypadku narzekała na nadmiar wrażeń.


I wciąż tylko jeden jeszcze trud —
Wysilenie jedno — jeden cud
— A potem — już nie!…

Ophelia F. Addams

Liczba postów : 11
Postów fabularnych : 0
Join date : 11/02/2018
avatar
Świeża krew
Zobacz profil autora http://atlas.forumpolish.com/f27-ophelia-addams
Pią Lut 16, 2018 9:56 pm
Och, wolała spędzić te święta w towarzystwie samej kostuchy, gdyby tylko było jej dane. Nie zamykała w tym pragnieniu swojego turpistycznego zainteresowania naturą samej śmierci i jej chłodnym dotykiem, lecz niechęć do własnej rodziny, która wchodziła na proscenium myśli pewnym krokiem. Oczywiście w złym guście byłoby wyrażać tak niepochlebne uczucia, więc zachowywała je dla siebie, milczała na ich temat, chociaż już w motłochu opinie na temat konfliktu Winchesterów rosły na mocy. Nie pluli na siebie, nie witali się, nie obdarzali nawet zaszczytem jednego spojrzenia. Świąteczny klimat zmieszany z ów nienaturalnym chłodem pozostawiał dojmującego ducha odrazy, którą wewnętrznie wobec siebie czuli. Jednak zaręczyny powinny oddalić kwestie rodzinne, wszak połączona z nimi była jedynie jej własna, obecnie już stapiająca się z przeszłością panieńskość, czyż nie?
Spojrzała w studnię ciemnych tęczówek, w których gnieździł się dojmujący chłód i subtelne szaleństwo, które ją przecież od zawsze pociągało. Była z woli przeznaczenia kochanką szaleńców, wobec czego nie posiadała żadnych skrupułów. Sprana duma wyglądała z jej wzroku, bystrych, orzechowych tęczówek, nie była w stanie zmyć z oblicza ów piętna, którym naznaczyło ją wysokie urodzenie. Odwróciła jednak po chwili spojrzenie, mrużąc subtelnie oczy.
Wzięła wdech — głęboki, odwiecznie zrezygnowany, tłamsząc w sobie mieniący się wszystkimi barwami kalejdoskop emocji, które gotowa była z siebie wylać — nigdy jednak tego nie robiła. Uśmiech, pozostawiwszy po sobie raptem cień przeszłości, opuścił wargi, które momentalnie przybrały maskę nieskrępowanej powagi. Szukała właściwych słów uporczywie, balansując między otchłanią kłamstw a tą zbudowaną z ciężkiej w obyciu szczerości.
Mnie popadnięcie w rutynę także nie byłoby na rękę — zaczęła ostrożnie, z pewną dozą niepewności. — Doprawdy nie znoszę monotonii, może należy to zwalić na karb mojego młodego wieku, a może jestem przeklęta tą niestałością na zawsze? Jedno wiem na pewno, nikt nie da mi tej niezwykłości w relacji, którą mi dajesz ty — urwała, wbijając surowy wzrok w niebyt.
Niemniej teraz gnębi mnie to, że nie mam pomysłu na swoje życie. Znacznie bardziej zresztą mnie interesuje jak Tobie się wiedzie, czym się zajmujesz aktualnie.



mary prays the rosary
for my broken mind

Alfred H. Addams Sr.

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : Kilka postów w miesiącu
Liczba postów : 7
Postów fabularnych : 0
Join date : 10/02/2018
avatar
Świeża krew
Zobacz profil autora http://atlas.forumpolish.com/f36-alfred-addams
Pią Lut 16, 2018 10:04 pm
  — I chwała ci za to, Ofelio — za co? Za całokształt jej osoby. Addams lubił opinię, że miał jeszcze na tym świecie cokolwiek do powiedzenia, a próby wparcia mu, że ma się przy niej z jakiegoś powodu powstrzymywać, z pewnością nie ukrywałby długo ściskanej w żołądku irytacji.
  — Być może zawiodę cię tą informacją, jednakże nie mam w tej kwestii wiele do ukrycia — nie poczyniłem przez ostatnie pół roku większych postępów w moich badaniach, nie licząc kolejnego stosu martwych szczurów. Próbowałbym zrzucić to na napływ obowiązków i fakt, że więcej czasu spędzać muszę w otoczeniu ojca niż swoim laboratorium, ale obawiam się, że faktyczną przyczyną jest utknięcie w martwym punkcie.
  Przez moment sprawiał wrażenie sfrustrowanego, ale całe napięcie uszło z niego po wypowiedzeniu następnego zdania:
  — By ruszyć dalej, będę musiał poszukać gdzieś inspiracji.
  I wtedy też na gębę wypełzł mu uśmiech, którego słowa Ofelii przywołać nie chciały. Słowo klucz, które poprawiało mu nastrój — praca. Na cóż komu piękno kobiety, kiedy czekał gdzieś na ciebie stos trupów? Na cóż komu chłonięcie delikatności i wyuczonych manier panny Winchester, kiedy wisiało gdzieś w powietrzu pragnienie przekroczenia granicy, jaką wyznaczyła sobie śmierć?
  — Chciałabyś obejrzeć pokazy ogni, czy wolisz skierować się w stronę mieszkania?


I wciąż tylko jeden jeszcze trud —
Wysilenie jedno — jeden cud
— A potem — już nie!…

Ophelia F. Addams

Liczba postów : 11
Postów fabularnych : 0
Join date : 11/02/2018
avatar
Świeża krew
Zobacz profil autora http://atlas.forumpolish.com/f27-ophelia-addams
Pią Lut 16, 2018 10:08 pm
Była zmęczona budzeniem się z codzienną zgryzotą, zrodzoną z odrazy wobec samej siebie i niespełnienia, które zapuściło pędy głęboko w duszy. Nigdy nie była nowoczesną kobietą dążącą do uiszczenia doskonałych, feministycznych ambicji — kariery, która skłoniłaby przed nią głowę ofiarując sam wieniec laurowy, sukcesu na wszystkich płaszczyznach życia. Była zbyt krucha wobec rewelacji świata, któremu sprostanie było dla niej abstrakcją. Stała się pusta, owiana swoim sztandarowym, posągowym chłodem - została raptem porcelanową figurką, balansującą na krawędzi stołu, dążąca ku destrukcji, majestatycznemu rozpadowi na kaleczące, drobne okruchy. Śmierć, w której kochała się z każdym dniem coraz namiętniej, milkła wyłącznie w obecności Addamsa.
Uniosła ponownie kąciki ust, chłonąc jego słowa niczym wyjątkowo podatne na wpływy dziecko — jeszcze nietknięte zdradliwością świata. Zimowe, skute mrozem powietrze uderzało do jej nozdrzy, po chwili zaś unosiło się rozmytymi kłębami pary opuszczając usta. Wiatr, z przemijającymi minutami wzbierający na dokuczliwości, strząsał hebanowe loki z ramion, aby po chwili ponownie je zrzucić na poły płaszcza — kołysząc zdradliwie. Zacisnęła lekko, wprost leniwie dłoń odzianą rękawiczką na ramieniu Alfreda, którym się wspierała -—jakież dekoracyjne, pokazowe, w dobrym smaku to było.
Śmiem sądzić, że to naturalne. Każda sztuka potrzebuje inspiracji, a czym innym jest sama śmierć? — spytała retorycznie, zmywając z oblicza uśmiech. Jej prym, tak zauroczony istotą samego umierania, wyraźnie odbijał się w szkle oczu, w nielicznych ognikach błyszczących w martwych studniach orzechowych tęczówek. Nie wiedziała, czy to mróz swą śnieżną dłonią dotyka jej kości, czy jednak jest to głęboko zrodzona z rozpaczy miłość, którą darzyła kostuchę.
Zabierz mnie do domu. — Nigdy nie lubiła sztucznych ogni.

Alfred H. Addams Sr.

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : Kilka postów w miesiącu
Liczba postów : 7
Postów fabularnych : 0
Join date : 10/02/2018
avatar
Świeża krew
Zobacz profil autora http://atlas.forumpolish.com/f36-alfred-addams
Sob Lut 17, 2018 12:34 am
  Uśmiech jej narzeczonego nie zmniejszył się, a wręcz przeciwnie — poszerzył, chociaż zdawało się to być bardziej upiorne niż ciepłe. Taki już niestety był. Skręcił w jedną z bocznych, ciemniejszych alejek, skracających drogę do jego mieszkania. J e g o. Nie miał zamiaru zakładać, że Ophelia mu zniknie, chociaż zrobić to mogła — daleko nie miała, ale jego głowa odgórnie zakładała, że nogi niosą ich konkretnie do Szczeliny.
  — Jestem zdania — zaczął wreszcie, przerywając ciszę, jaka na krótki moment pomiędzy nimi zapadła — że to nie śmierć, a życie porównać można do sztuki, Ophelio. Śmierć to tylko głuchy moment, często nie dopełniający w pełni naszych dokonań. Jego też właśnie próbuję się pozbyć odkąd tylko pamiętam i przez to właśnie życie, które tak cenię, zaczęło przelewać mi się między palcami.
  Westchnął.
  Chyba pierwszy raz dokonałem samokrytyki poza obrębem własnych myśli.
  Na twarzy wypisane miał lekkie zaskoczenie, ale to szybko zmyło się i odeszło w niepamięć. Addams wyczuwał lekkie napięcie, któremu nie chciał zostawać bierny, ale nie oddał mu się. Nie po to wpajał sobie wachlarz dozwolonych zachowań, aby nagle dać się ponieść czemuś, co chwilę temu uznawał za kompletnie niemożliwe.
  — Czy wiesz już czym będziesz się zajmować?
  Chyba, że nie zakładała podjęcia żadnej pracy wcale. Alfredowi nie podobała się jednak wizja posiadania w domu zbędnego balastu. Tak jak reszta rodziny cenił sobie ciężką pracę.


I wciąż tylko jeden jeszcze trud —
Wysilenie jedno — jeden cud
— A potem — już nie!…

Ophelia F. Addams

Liczba postów : 11
Postów fabularnych : 0
Join date : 11/02/2018
avatar
Świeża krew
Zobacz profil autora http://atlas.forumpolish.com/f27-ophelia-addams
Sob Lut 17, 2018 12:39 am
Park rozświetlony migotliwymi latarniami, rozpraszającymi wokół siebie liche, niknące w kurzu światło, ulice błyszczące pod osłoną gwiazd, ludzie karmiący się ostatnią nocą roku 234 momentalnie obrócili się w ciemną, skalaną mrokiem alejkę. Nie była przejęta, ba, obrót zdarzeń, milknący wobec naturalnej kolei losu, nie zasiał ani jednej kropli zwątpienia w wątłym umyśle. Słynąca z nierozwagi swoich sądów i ukochania wobec sytuacji skrajnych — w końcu sama była skrajnym człowiekiem — podążała w kierunku, który wyznaczały kroki Alfreda. Znała już tę drogę na pamięć, w końcu ich mieszkania, wolą enigmatycznego przeznaczenia znajdujące się blisko siebie, dzieliło raptem parę minut drogi.
Policzki, już różane od smagającego bezlitośnie zimowego wiatru, zajęły się jeszcze większym ogniem na jego słowa, które stanowiły dlań najpiękniejszą z melodii. Czymże były doskonałe operetki wobec czystych, nieskrępowanych słów, które pieniły się niczym tonik? Nie było to kuriozum, któremu mogła się przeciwstawić — głos Addamsa, stworzony dla jej uszu, karmił ją w skupieniu swymi tonami. Mogła go słuchać. Mógł jej mówić więcej.
Życie to raptem preludium do właściwej części — odparła z niespotykaną dla siebie pasją. — Jeśli będzie trzeba, Alfredzie — zaczęła półgłosem, jakby powierzała mu najcenniejszy sekret — ukróć moje — zabrzmiała chłodno, przejmująco, wprost upiornie. Och, ileż razy myślała o truciźnie łagodnie torującej sobie drogę jej przełykiem! Ile sennych miraży zawierało motyw krwi kapiącej ze skaleczonych, roniących różane łzy nadgarstków!; Obłąkana w swoim znakomitym majestacie, zakochiwała się w naturze śmierci i w tym, jak odwracalna w swej nieodzowności była. Istny paradoks, dla którego gotowa była lgnąć do Alfreda.
Nie myślałam nad tym jeszcze — odparła po chwili na jego pytanie, momentalnie sprowadzona do skutej mrozem rzeczywistości. Prozaika planów, przyziemności, ostatnimi czasy zaczęła budzić w niej uczucie tożsame do odrazy.

Alfred H. Addams Sr.

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : Kilka postów w miesiącu
Liczba postów : 7
Postów fabularnych : 0
Join date : 10/02/2018
avatar
Świeża krew
Zobacz profil autora http://atlas.forumpolish.com/f36-alfred-addams
Sob Lut 17, 2018 12:50 am
  Dziwny chłód przelał się po wzburzonym ciele Alfreda, kiedy padły z jej ust słowa pozornie niezrozumiałe i dziwaczne, ale w obliczu tego, iż usłyszeć je miała wyłącznie ich dwójka — na poziomie względnej normalności. Zakochana w śmierci — niech będzie, lecz niech nie myśli, że rozsądnie wybrał jej los towarzysza życia, bo nie w jego intencji leżało spełnienie tej prośby. Wolałby się z nią bawić tak długo jak czas mu pozwoli, a miał go tak niewiele, kiedy kochanka Ophelii dyszała mu za plecami i zmuszała do przesiadywania w zwilgotniałej piwnicy. Musiał walczyć o odpowiedź na trapiące go od lat pytanie: jak zachować duszę w ciele i pozostawić ją na wieczność tu, przy ziemi, a nie tam, gdzie podążyć miała po pocałunku Śmierci? Zegar tykał, nic nie stawało się łatwiejsze, zaś Winchester dodawała do tego swoją dawkę emocji, mieszającą mu w głowie bardziej niż kiedykolwiek to przewidywał. Femme fatale? Będzie miał czas na to, aby się o tym przekonać. Nie należał jednak do tych, którzy by się jej obawiali. Za bardzo wierzył w swoją siłę i to, że niewiele brakowało mu by posiąść ją na własność, skoro sama chciała się oddać. Alfredowi, którego poczucie wyższości przykryte przez obojętność czyniło prawdopodobnie najgorszym okazem człowieka. Masochistka? To zaś, przyznać musiał, pasowało mu do niej o wiele bardziej.
  Zatrzymał się w tej ciemnej alejce i w akompaniamencie wiatru, który obijał im się o uszy wyszeptał cicho:
  — Liczysz na to, że pozwolę ci od siebie uciec tak łatwo?
  Niewiele potrzebował, by darować jej męki egzystencji wśród innych ludzi, skoro wolała ulecieć gdzieś wysoko, ale przyjmując pewien pierścionek obiecała towarzyszyć mu dłużej niż zakładała. Złapał ją za ramię i przeciągnął tak, by musiała stanąć z nim twarzą w twarz, trzymając przy tym mocno i pewnie.
  — ...czy, że zaprowadzę cię ku granicy i na powrót w swoje objęcia? Preludium minęło w chwili twoich zaręczyn, Ophelio, lecz na ścieżce ku końcowi czekam cię jeszcze Ja.


I wciąż tylko jeden jeszcze trud —
Wysilenie jedno — jeden cud
— A potem — już nie!…

Ophelia F. Addams

Liczba postów : 11
Postów fabularnych : 0
Join date : 11/02/2018
avatar
Świeża krew
Zobacz profil autora http://atlas.forumpolish.com/f27-ophelia-addams
Sob Lut 17, 2018 12:55 am
Pomimo huczącego wiatru, bezlitośnie smagającego zaczerwienione policzki, zawzięcie trzęsącego samotnymi spiralami hebanowych loków, czyniącego istny pogrom w towarzystwie umartwiającego serca przymrozku, zamarła wewnętrznie, wsłuchując się we własną nieopisaną pustkę rodzącą wyłącznie ciszę. Jej martwe serce — absolutnie niezwiązane z metaforami wysokiej miłości — momentalnie przyspieszyło na tempie bicia wskutek emocji kiełkujących w umyśle, słów, którymi stanowczo jej dotykał; Była masochistką, a jej liczne, raptem symboliczne odchyły nabierały wyrazistości pod wpływem szaleństwa, które budziło się w Winchester do życia z coraz większą gorliwością. Czuła na swoim karku oddech samej kostuchy, pieszczącej swoim chłodem skórę, wywołującej dreszcze — mikrokosmos uczuć, którym oddawała się z manią uzależnionego nieszczęśnika. Stała na krawędzi pustki, w którą gotowa była się rzucić, jednak pewien drobny pierwiastek powstrzymywał ją od powierzenia bytu szponom rozpaczy.
Czy nie wolała, aby to Addams ostatecznie zepchnął ją w otchłań, w której nie znalazłaby ujścia? Z każdym dniem z coraz bardziej desperacką naturą potrzebowała ręki, którą mogłaby widzieć jako swój drogowskaz — zbyt niedojrzała w swoim wieku, nie uznawała konieczności własnej niezależności. Nie miała nic przeciwko podleganiu, należeniu, własnowolnym oddaniu się. Całym swoim majestatem zwiększała napięcie wyłącznie po to, aby nakłuć je złotą igłą — pozwolić sobie pęknąć, zostać w jego ramionach.
Już chciała gorliwie zaprzeczyć jego pytaniu — wszak w marnym smaku byłoby jawne przyznawanie się do chęci ucieczki, których w końcu w sobie nie posiadała. Słowa niemo formowały się w pełnym pięknego bólu gardle, już zamierzając je opuścić, jednak powstrzymała ją dłoń Alfreda zaciskająca się na jej ramieniu. Leniwie zamrugała kilkukrotnie, mięknąc pod wpływem żelaznego uścisku, zamieniając się w podatną na odkształcenia plastelinę. Uśmiechnęła się blado, anemicznie, niemalże podstępnie na jego słowa, nachylając się do jego ucha.
Jak doskonale się rozumiemy — szepnęła, przebijając swoim głosem lament wiatru. Zacisnęła dłonie na kołnierzu płaszcza mężczyzny, dociskając się do niego subtelnie, nieznacznie. — Chciałabym upaść, zburzyć własne granice będące dziełem imaginacji, móc stać się absolutnie nikim i niczym, lecz nie dla ciebie. Och, wiem, że jestem zepsuta, ale jeśli będzie to upadek z twoich rąk, to będzie dla mnie rozkoszą — zatrzymała się — dopóki śmierć nas nie rozłączy — wyszeptała po chwili.

Alfred H. Addams Sr.

Obecność : Obecny
Częstotliwość odpisów : Kilka postów w miesiącu
Liczba postów : 7
Postów fabularnych : 0
Join date : 10/02/2018
avatar
Świeża krew
Zobacz profil autora http://atlas.forumpolish.com/f36-alfred-addams
Sob Lut 17, 2018 1:08 am
Addams mimowolnie westchnął, dając tym samym ujście myśli, która na moment zaatakowała jego umysł. To wciąż nie był czas i miejsce na wybuch, ani jakiekolwiek ukazanie nietypowych potrzeb, jakie to próbowały wyjść od dawna na światło dzienne, ale ten dusił je w zarodku, nie widząc możliwości ich realizacji przy tak małych możliwościach. Kiedy Winchester składała mu tak bezpośrednie propozycje, czuł się lekko zbity z tropu, jednakże potwierdzić mógł prawdziwość tezy, jakoby panna, którą wszechświat sprzedał mu za bezcen wymagała pewnych korekt.
  Nie miał zamiaru przerywać kontaktu wzrokowego, który nawiązał już wcześniej, więc ująwszy w swoją zimną, noszącą ślady powiązane z różnymi, nieprzyjemnymi dla skóry substancjami dłoń, tą jej drobną, odzianą w rękawiczkę rączkę — ściągnął z niej przeszkadzający mu w tym materiał i musnął jej wierzch swoimi ustami. Gest tak delikatny, że w pewnym stopniu groteskowy — starły się dwie przeciwstawne sobie rzeczy: Alfred i czułość. Było to w pewien sposób wręcz nierzeczywiste i mężczyzna dobrze o tym wiedział.
  — Większość kobiet prosiła mnie w swoim życiu o miłość i ciepło, a tego nie mogłem im okazać, nawet gdyby towarzyszyły mi szczere chęci ich uszczęśliwienia. Teraz nagle, ni stąd ni zowąd ktoś prosi mnie o zadanie mu cierpienia, jakiego nie zaznał nigdy i chociaż mógłbym, wszak nie obce mi to było przez całe życie i przebiłbym twoich przeszłych partnerów jeżeli chodzi o trzymanie cię na smyczy, to nie potrafię odeprzeć wrażenia...
  Zacisnął mocniej palce na jej nadgarstku.
  — Że nie wiesz na jak straszną rzecz próbujesz się zapisać, dając mi przyzwolenie na zabawę tobą jak lalką.
  Zbierał myśli — być może, przymknął nawet lekko oczy. Addams nie lubił pisków i krzyków. Preferował ciszę, a cisza wymagała przyzwolenia. Rok temu przez myśl by mu nie przeszło, że to Winchester będzie najbliżej tego, aby go w tej kwestii zaspokoić.


I wciąż tylko jeden jeszcze trud —
Wysilenie jedno — jeden cud
— A potem — już nie!…

Ophelia F. Addams

Liczba postów : 11
Postów fabularnych : 0
Join date : 11/02/2018
avatar
Świeża krew
Zobacz profil autora http://atlas.forumpolish.com/f27-ophelia-addams
Sob Lut 17, 2018 1:13 am
Wicher, tak uporczywie rozbijający kłębiące się myśli, polatujące miriady potencjalnych koncepcji, które nagle zechciały błądzić po umyśle, swymi chłodnymi pocałunkami sprowadzał ją do rzeczywistości. Świata o tyle enigmatycznego, że realnego i obecnego — odczuwała dłonie tęgiej realności poprzez dotyk mrozu, delikatnie szczypiący pergaminową skórę policzków. Wpatrywała się w niego niczym zaklęta, jak dziecko z nosem przy szybie cukierni — w pewien przeklęty, zepsuty sposób oczarowana. Wiedziała, że nie wymknie się ze szponów ów złowrogiego uroku prędko, jednak nie wadziło jej to w nawet najmniejszej mierze. Czar, który ją zatrzymywał przy Addamsie był w końcu najdoskonalszą ambrozją.
Bezdech łagodnie umościł się na dnie płuc, nie mogąc wyplątać się z wnętrza, słowa ugrzęzły w gardle, spienione niczym tonik — nagła czułość zionąca z gestu Alfreda wzbiła ją na nowe wyżyny oniemienia. Czarne kosmyki, kładące się pociągnięciem pędzla na policzku, targane przez wiatr, nie zaszczycały dłużej jej myśli, gdyż na podium weszły sprawy znacznie wznioślejszej, istotniejszej wagi. Utknęła w jego ciemnych tęczówkach, dopiero po chwili odzyskując prawidłowość oddechu. Dotyk ust, który naznaczył znamieniem swojej obecności wierzch trupiej dłoni, wżerał się w skórę, jakby została poparzona. W swej naturze dewiantki była gotowa jednak spłonąć, jeśli miałby zadawać jej ból akurat ten ogień.
Naturalnie, nie wiem, komu chcę się oddać i do jak koszmarnego kresu może mnie to zaprowadzić — gdybym wiedziała, nie czułabym wobec tego tak absurdalnego pociągu. Bo sęk tkwi w tym, że pociąga nas atmosfera tajemnicy, niejednoznaczność sytuacji, nie szukam wiadomych — rzekła półgłosem, rozbijając gęstą, kwitnącą ciszę, która zapadła po jego słowach. — Nie szukam czułości. Najpiękniej uzależniam się od twardej ręki, jednak nauczyłam się, na ile potwornie to brzmi — dlatego właśnie mówię to na głos jedynie tobie, pod osłoną gwiazd. W ciągu dnia wszyscy przybieramy maski.
Obserwowała zamyślenie malujące się na jego twarzy, jak w łagodny sposób ulega zmianom jego mimika, czystą rozkosz lokowaną w zbawiennej ciszy. Bezsłowną przestrzeń wypełniało jedynie huczenie wiatru, przebiegającego pośpiesznie między kamienicami. Nie wyrywała się z jego uścisku, jakżeby śmiała.



mary prays the rosary
for my broken mind

Sponsored content


Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: