Share
Go down
avatar
Żałosny podszeptywacz

Lilian Addams

on Wto Lut 13, 2018 2:48 pm
Tożsamość: Lilian Addams (wcześniej Johnson)
Wiek: 24 kwietnia 230
Przynależność: Ponad głowami
Zajęcie: Żona xxx Addamsa
Rozdanie kropek:

  • Wiedza o świecie (górnictwo) Ο
  • Charyzma Ο Ο Ο
  • Niezłomność Ο Ο
  • Manipulacja Ο
  • Szczęście Ο Ο Ο

Poziom obłąkania: Poczytalna
Opis postaci:
Lilian jest kobietą szczupłą, żeby nie powiedzieć, że aż przesadnie. Wzrostu natura jej poskąpiła, może to rodzina, może miejsce wychowania, jednak ledwie dobija 160 centymetrów, co zmusza ją do spoglądania na wszystkich z dołu. Całe szczęście chociaż figurę ma kobiecą, na pewno talię osy, chociaż szczególnymi kształtami już się nie pochwali. To, co zwraca w niej uwagę, to długie, kasztanowe, lekko falowane włosy, sięgające pasa. W kontraście do nich na świat spogląda para dużych, zielonych oczu, o kolorze intensywniejszym, niż mogłaby dać natura. Sama twarz rysy ma wyraziste, kształt trójkątny, wyraźnie zarysowany jest też ostry podbródek. Nos jest raczej przeciętny, podobnie usta, które kolor jednak mają całkiem ładny.
Lili wychowana została przez prostych ludzi pracy, z dala od przepychu, co nie raz i nie dwa daje o sobie znać. Chociaż obecnie stara się poruszać płynnie i z gracją, to gdy się zapomni lub nikt nie patrzy wraca do niej chód zwykłego robotnika. Ubrania dobierane ma przez stylistów, inaczej założyłaby proste spodnie z koszulą uważając ten komplet za idealny. Makijaż dalej jest dla niej czarną magią i albo zajmuje się nim kompetentna osoba, albo nigdy nie wiadomo co jej z tego wyjdzie. To, co jest stałe i niezmienne to ciemne okulary, które nosi zawsze na zewnątrz, a zdejmuje jedynie po zmroku.
Czego by nie próbować i jak jej nie uczyć, w głębi duszy pozostaje prostą dziewczyną. Powoli poznaje tajemnice gierek wyższych sfer, zaczyna rozumieć kiedy należy ugryźć się w język i powiedzieć coś nie do końca zgodnego z prawdą, ale na dłuższą metę ją to męczy. Wyraźnie czuje się izolowana przez otoczenie i nie może znaleźć nikogo, z kim chociaż trochę by się rozumiała. Całe szczęście od zawsze towarzyszą jej upór i zdecydowanie, chyba tylko dzięki temu jeszcze od tego wszystkiego nie zwariowała.
Widmo przeszłości:
Lilian urodziła się daleko od Atlasu, w jednym z małych, przeciętnych miasteczek, jakich znaleźć można aż nazbyt wiele. Jej matka była szwaczką, a ojciec... cóż, ojciec w lepszym miejscu i czasie pewnie byłby znanym wynalazcą, a tak uważany był jedynie za ekscentrycznego mechanika. Cztery lata później dołączyła do nich jej młodsza siostra, Anastasia, z którą była praktycznie nierozłączna. Jakiś czas później z ich dwójki zrobiła się tez trójka. Nie do końca planowo i nie do końca typowo. Po prostu ojciec przyszedł ze starszym od nich chłopcem i przedstawił go jako ich przyrodniego brata. Coś, co gdzieś indziej byłoby nie do pomyślenia, u nich przeszło niemal bez echa. Czy ojciec miał jeszcze podobne, nieprzewidywalne wyskoki? Cóż, całkiem sporo. Wybitnym był ten, kiedy wyszedł do pracy... i już nie wrócił. W ten oto sposób na barkach matki pozostało utrzymanie trójki dzieci, co niestety ją przerosło. Gdy z powodu przepracowania kobieta zaczęła tracić wzrok nie potrafiła sobie z tym poradzić i postanowiła skrócić swoją niedolę. W ten oto sposób pobliski bidulek powiększył się o dwie sztuki, gdyż trzecia najstarsza, zdążyła gdzieś zwiać. Lili przesiedziała tam trzy lata, po których, zgodnie z twardymi regułami, jako osoba pełnoletnia musiała się wynosić. Nie miał być to koniec świata ani ostateczne pożegnanie. Miała się spotkać z siostrą u wuja, który powinien dać jej pracę i dach nad głową. Powinien, ale życie napisało inny scenariusz. Dziewczyna wytrzymała u niego miesiąc, co i tak było wyczynem przy tym, jak ją traktował. Po nocy, kiedy próbował dobić się do jej pokoju spakowała manatki i uciekła w siną w dal, w sumie bez planu i celu. Fakt, że wtedy nie zginęła, można określić mianem cudu. Przez zbieg okoliczności znalazła grupę ludzi chcących dostać się do Polis. Kiedy jednak tam się znalazła okazało się, że wszyscy mają już przygotowane miejsce, kontakty, papiery, ale nie ona. Ona stała z pustymi rękami nie mając pojęcia gdzie się podziać i co ze sobą zrobić. Jakiś czas spędziła na ulicy, jedna kiedy niemal już przymierała głodem, a całą sobą wzbraniała się od kradzieży stwierdziła, że musi coś zrobić. Dla kogoś takiego jak ona było właściwie niewiele opcji, a z tych uczciwych i zgodnych z prawem prawie nic. Mogła na szybko poszukać męża albo... pójść do kopalni, gdzie akurat pomagali legalnie się zatrudnić. Początkowo na kobietę przy pracy i to fizycznej patrzono jak na przybysza z innej planety. Oczywiście, do najcięższych prac się nie nadawała, ale mimo to udało jej się być produktywną i po jakimś czasie przyjęto ją jako swoją. Tak minęły jej prawie trzy, może i ciężkie, ale całkiem dobre lata. Jednak wszystko co piękne musi się skończyć. Podczas jednej ze zmian uszkodzeniu uległa jedna z maszyn, która naruszyła strop i zabezpieczające go konstrukcje. Z całej grupy robotników przeżyła ledwie garstka, jednak i dla nich los nie był zbyt łaskawy. Po wielkim huku, krzykach i bólu Lili obudziła się w jasnym i chłodnym pomieszczeniu. Ktoś coś do niej mówił, ale nie do końca rozumiała o co chodzi. Dojście do stanu, w którym dało się z nią komunikować zajęło kilka dni. Wtedy też dowiedziała się, że jest w szpitalu, zresztą już od dłuższego czasu, bo od wypadku minęło grubo ponad trzy miesiące. Z pozytywów, złamania pęknięcia i tym podobne urazy zdążyły już zniknąć. Z negatywów, uległa mutacji. Po pierwszym widoku siebie w lustrze i ujrzeniu niemal świecących oczu mało nie dostała zawału. Wyszło też, że sala w której leżała nie była wcale taka jasna, to ona zrobiła się znacznie wrażliwsza na światło. Mutacja nie dotknęła jednak tylko oczu, a całego jej ciała. Zrobiła się słabowita, jej kondycja zniknęła i mimo prób nie potrafiła jej odzyskać. Bardzo szybko się męczyła, a podniesienie nawet niezbyt ciężkich rzeczy stało się wyzwaniem. Dla osoby tak aktywnej jak ona była to wręcz katastrofa. Podczas pobytu w szpitalu stała się niemal cieniem samej siebie i możliwe, że już by stamtąd nie wyszła, gdyby nie usilne starania pewnej osoby. Doktor Addams niemal od początku się nią zajmował. Raz, że interesowały go mutacje, dwa, że zainteresowała go ona sama. Robił dla niej o wiele więcej niż tylko pomoc lekarska, był wsparciem w każdym tego słowa znaczeniu. To dzięki niemu Lili w końcu poszła na pierwszy spacer, dzięki niemu nie rozpaczała za każdym razem, gdy musiała zakładać ciemne okulary. To on zobaczył jej pierwszy uśmiech po wypadku i, z tego co mówił, w ten sposób skradła mu serce. Gdy opuściła szpital miała z pracy i odszkodowania wystarczająco pieniędzy, by znaleźć dla siebie jakiś kąt. Zamiast tego jednak niemal natychmiast wprowadziła się do swojego, aż ciężko to powiedzieć, chłopaka, szybko potem narzeczonego, a od paru miesięcy już męża. Oczywiście na ten związek kręcą nosami niemal wszyscy z wyższych sfer. Kobieta niewiadomego pochodzenia, prawie bez wykształcenia, chora, a na dodatek jeszcze ta różnica wieku. Materiał na skandal jakich mało. Zdaje się jednak, że jej mężowi zupełnie to nie przeszkadza, a i ona próbuje się tym nie przejmować. Z nieco gorszymi skutkami, ale naprawdę się stara.
Koncepcja:
Lili jest w obecnej chwili raczej zagubiona. Od małej chatki, przez bidulec i kopalnię trafiła na sam szczyt i chyba jeszcze do końca to do niej nie dociera. Oprócz tego wciąż zmaga się z objawami mutacji, których nie potrafi zaakceptować, chociaż, teoretycznie, mogło być dużo gorzej. Otoczenie bombarduje ją nowymi informacjami, wymaganiami i regułami, które stara się przyswoić i ich przestrzegać, ale jest tylko człowiekiem, wpadki się zdarzają. Niestety na jej wpadki czeka całkiem spora rzesza ludzi, aby tylko je wytknąć i mieć o czym mówić. W całym tym zamieszaniu jest pewna właściwie tylko męża, chociaż dalej nie rozumie, czemu mając do wyboru najlepsze partie w mieście, wybrał akurat ją. Dziewczyna ma nadzieję, że powoli wychodzi na prostą, póki co wymaga się od niej jedynie grzecznego siedzenia w domu i ładnej prezencji, ale po dotychczasowym życiu taka bezczynność po prostu ją męczy. Do pracy fizycznej się już nie nadaje, dlatego chciałaby w końcu nadrobić braki w edukacji i zająć się czymś pożytecznym, może pomóc mężowi, a może naleźć dla siebie coś zupełnie nowego, w czym miałaby okazję się sprawdzić.
Wyglądu użycza: Anna Speckhart
Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach