Share
Go down
avatar
Żałosny podszeptywacz

Ambrose Foster

on Nie Lut 11, 2018 9:08 pm

Tożsamość: Ambrose Foster
Wiek: 01.03.230
Przynależność: Ponad głowami
Zajęcie: Pomaga przy rodzinnym biznesie/maluje
Rozdanie kropek:

  • Wiedza o świecie
  • Spostrzegawczość
  • Charyzma Ο
  • Niezłomność Ο
  • Siła fizyczna
  • Bój
  • Zręczność
  • Kondycja
  • Obsługa sprzętu Ο
  • Manipulacja
  • Szczęście Ο
  • Ekspresja ΟΟ
  • Wytwórstwo ΟΟΟ
  • Myśl przełomu Ο
  • Spryt

Poziom obłąkania: Poczytalność
Opis postaci:
Widząc Ambrose człowiekowi nie potrafi zrodzić się żadna jednogłośna opinia, choć niezaprzeczalnie ci, którzy go znają, przyznają przed sobą, że tak naprawdę jest to człowiek niezwykle prostszy w obyciu, niż mogłoby się zdawać na pierwszy rzut oka. Wprawia ludzi w zakłopotanie, gdyż ci nieprzyzwyczajeni do obcych uśmiechów odwracają zwykle wzrok, co dzieje się w tym przypadku nieprzerwanie, uwielbia to robić i gdybyś zapytał się go dlaczego, odpowie, że po prostu tak. Na niektóre rzeczy według niego nie ma wyjaśnień, to też, jeśli jesteś szczęściarzem, zdołasz od niego usłyszeć. Skoro o tym mowa, to młody Foster wypowiada się niezwykle opieszale, jakby każde słowo, które ma wypowiedzieć miało ukwiecić twój dzień, a także aby wypełnić często niezręczną pustkę abyś ty, mój drogi, nie musiał się nią martwić. Rzadko kiedy ktokolwiek widział go wytrąconego z równowagi, być może dlatego mogłeś słyszeć jak po Polis krążą prześmiewcze plotki, jakoby wypijał co rano szklankę melisy. Można też gdzieniegdzie pochwycić, że zachowuje się on flegmatycznie, z czym sam Ambrose w małej części potrafi się zgodzić, acz w większości przypadków uniesie brodę i z dumą oznajmi, że "zaraz zobaczymy".
Jeśli chodzi o jego fizjonomię to dbanie o nią przypomina niekończącą się sinusoidę. Jednego dnia potrafi wyjść z upstrzonymi farbą policzkami, nieuczesanymi włosami i zmęczonym spojrzeniem (choć ten towarzyszy mu niezwykle często), zaś drugiego można by pomyśleć, że spotkało się kompletnie inną osobę - wypachnionego, wręcz błyszczącego w swoich drogich, eleganckich ubraniach, które z taką lubością zakłada. Przyznaje, że nie dba o to, jakim ludzie go widzą, lecz to nie zmienia faktu, że lubi wystroić się jak choinka na boże narodzenie. Tylko kilka rzeczy jest niezmiennych w jego odwiecznym konflikcie między wygodą a elegancją - ciekawskie oczęta podkreślone nielubianymi przez niego zapadłościami oraz wysypka pieprzyków, które on sam uważa za niezwykle rozkoszne.

Widmo przeszłości:
Jako członek rodziny Foster od zawsze miał wszystko to, czego potrzebował - dobrą opiekę zdrowotną, jedzenie, dach nad głową, ciepło i szczęście, a nawet młodszego braciszka, którego pucołowatą twarz zawsze będzie pamiętać jako ostatnią, w której nie widział ni grosz zawiści. Otoczono go, a właściwie ich, miłością wręcz nieograniczoną, przekazując dobrodziejstwa Polis, które jak się później okazało, nie były dostępne dla wszystkich. Każdy jego bohomaz był wychwalany, najmniejszy nawet krok w przód w związku z jego artystyczną przyszłością był jak małe święto. Nic więc dziwnego, że kierowany później przez pieczołowicie wybranych sztukmistrzów spędzał czas nad kartkami szkicownika z czystą pasją, skoro była to jedyna rzecz, którą w takich rozmiarach wręczano mu od dziecka. Wiele razy rozmyślał się nad tym, co by było, gdyby został muzykiem czy wynalazcą, ale nie - u tej gałęzi Fosterów nie istniało nic innego. Tam wszyscy mieli artyzm we krwi, razem z Valerie, sztuka zawsze była u nich święta, a galeria niemal drugim domem.
W związku z takim wychowaniem Ambrose wyrósł na kogoś kochającego, pocieszającego, wybaczającego i choć pokłady tej dobroci nikogo nie zadziwiały, to ludzie zdumiali się, że mimo identycznych metod wychowania, jego brat zerkał na niego wzrokiem wyrażającym odrzucenie. Sam Ambrose zdawał sobie sprawę ze strategicznego błędu jaki popełnili jego rodzice i wiedział, jak wielki mieli oni wpływ na jego relacje z bratem. Jest to relacja zawiła, taka, która nauczyła go więcej, niż liczne wycieczki do zaniedbanych dzielnic, by pomóc tym biednym ludziom. Taka, która pokazała mu jak wygląda prawdziwa miłość i prawdziwa złość. Nie da się podrobić takiej relacji, nie ma nic mocniejszego niż więź z bratem. Do nikogo nie czuł jeszcze tak wielkiej nienawiści i jednocześnie tak wielkiej miłości.
Mimo wszystko sam Ambrose pod jego wpływem nie zmienił się tak diametralnie, wciąż było go pełno na imprezach masowych, na których uwielbiał przebywać, czy w galerii sztuki, gdzie widok tego miejsca stawał się wręcz obcy bez niego. Nie wyrósł na rozpieszczonego bachora Fosterów lecz sprawił, że wszystko to, co mu podarowano, on stara się przekazać dalej. Ponieważ dalej są mu obce krzywdy innych, obce życia innych, ale jednocześnie w tej swej obcości są dla niego tak inspirujące, że pojawiają się w co drugim obrazie.
Ależ ile jest jeszcze rzeczy, o których nie ma pojęcia...

Koncepcja:
Prócz jego aktywnego udziału w różnych eventach czy imprezach masowych, których z pewnością na forum będzie wiele i w których można go wrzucić w organizację czegokolwiek lub nawet dać szansę bycia prowadzącym, ponieważ Broszka uwielbia publiczne festiwale i tym podobne, to chciałabym, aby personalnie i w największym skrócie doświadczył życia, ponieważ jest to człowiek niezwykle miły, który rzadko kiedy płacze lub się złości, słabo zna pojęcia zazdrości, nie musiał rywalizować. Co jeśli będzie musiał? Chcę go jak najbardziej rozwinąć, jak tylko się da.
Ponadto jest oczywiście malarzem, ukocham wszystkie artystyczne tajemnice, wątki, tworzenie historii miasta, odzyskiwanie zaginionych skarbów sztuki, dziwne rzeczy dziejące się w rodzinnej galerii - to jest must.
Wyglądu użycza: Darwin Gray
Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach