Share
Go down
avatar
Żałosny podszeptywacz

Szeptucha

on Pią Kwi 20, 2018 6:33 pm
Tożsamość: Raven Black (Fałszywa tożsamość.)

Wiek: 07.03.230 rok (23 lata)

Przynależność: Nokturn

Zajęcie: Miałam kiedyś przejąć po mamie sklep zielarski. Uczyła mnie, opowiadała o rozmaitych ziołach, a jak byłam mała to zamiast bajek na dobranoc czytała mi książki o ziołolecznictwie.
Dzięki tej wiedzy przetrwałam w slumsach. Tu jest wielu takich jak ja co nie mogą liczyć na pomoc tych z góry, więc przychodzą do mnie. A ja im robię okłady z pokrzywy i daje napar z rumianku.

Rozdanie kropek:

  • Wiedza o świecie (Zielarstwo i Ziołolecznictwo) ΟΟΟ
  • Spostrzegawczość Ο
  • Zręczność ΟΟ
  • Kondycja Ο
  • Wytwórstwo (Wytwarzanie leków i innych specyfików z ziół.) ΟΟΟ

Poziom obłąkania: Niepoczytalność

Opis postaci:
Nie spoglądam ludziom w twarz, chyba że mają problemy z cerą. Rzadko mają możliwość spojrzeć w moje brązowe oczy, uciekam wzrokiem. Piegowatą twarz przysłaniam długimi, czarnymi włosami, nie chcę przykuwać spojrzeń. Chce się wtopić w tłum lub w ogóle w niego nie wchodzić.
Noszę stare ubrania, które już miały kilku właścicieli przedemną. Pod warstwą ubrań za dużo nie ma. Nie odżywiam się najlepiej.
Jak mnie widzisz, wiesz, że nie należę do bogatych mieszkańców, a że nie należe do nich wcale tego już nie musisz wiedzieć.
Odzywam się mało, tylko jeśli muszę przekazać jak często trzeba pić napar z ziół. Stwarzam, więc wrażenie osoby cichej, wycofanej, żyjącej we własnym świecie, ale jeśli potrzebujesz ziół, to wiesz, że się nie zawiedziesz.
Czasami mówię cicho do siebie jakbym szeptała jakiś urok czy zaklęcie, ale magia przecież nie istnieje, prawda?

Widmo przeszłości:
Urodziłam się tu w Polis i wiodłam naprawdę szczęśliwe życie. Dzięki ojcu, który był górnikiem - mi, matce i młodszemu bratu niczego nie brakowało. Nie powiem czasami spoglądałam na tych z głowami w chmurach i chciałam stać się jedną z nich. Kto wie może to marzenie miało szanse się spełnić? Ale teraz leży na cmentarzysku innych moich marzeń. Czasem je odwiedzam i opłakuję, ale coraz rzadziej.

Wciąż pamiętam spis powszechny sprzed 2 lat. Wtedy wykryli u taty chorobę. Mieli nas wszystkich przewieśc na jakieś specjalistyczne badania. Brat jeszcze nie rozumiał czemu ojciec zrobił się cały biały, a matka skryła twarz w dłoniach. Ja rozumiałam. Znajomi ojca z kopalni często znikali wraz z całymi rodzinami, kiedy okazywało się, że są chorzy. Teraz żałuję, że tak go chroniliśmy przed tą wiedzą, może byłby tu teraz ze mną.

Czasami zastanawiam się co teraz porabiają rodzice, nie tracę nadziei, że wciąż żyją, tak samo jak i brat.

To była okropna noc, ledwo udało mi się uciec. Padały strzały, ale ja nie oglądałam się za siebie. Trzymając dłoń brata biegłam najszybciej jak umiałam.
Dopiero później zauważyłam, że jesteśmy zupełnie sami, że za nami nie ma ojca, ani matki.
Wiele dni przesiedzieliśmy w umówionym miejscu, ale oni nigdy nie przyszli. Czasami tam chodzę, nie tracę nadziei.

Potem był ten trudniejszy okres, musieliśmy gdzieś jeść i spać.
Stare budynki może pamietające jeszcze czasy Ojców Założycieli służyły nam za chwilowe miejsce wytchnienia, ale nigdy na długo. Często zmienialiśmy noclegownie, wciąż musieliśmy być czujni. Często chodziliśmy głodni, kontenery zza knajp nie dostarczały zbyt dużej ilości resztek. Brat był sprytniejszy umiał kraść, czasami to dzięki niemu nie zasypialiśmy głodni.

Niestety w rok po stracie rodziców straciłam również brata. Wszystko zaczynało się powoli układać. Udało mi się rozkręcić niewielki biznes dzięki mojej znajomości ziół. Było nas stać, aby na lewo kupować jedzenie. Nawet znaleźliśmy miejsce, w którym mogliśmy osiąśc na stałe. Brat już nie musiał kraść, ale polubił to. Często się przez to kłóciliśmy. Po jednej z takich kłótni wyszedł z mieszkania i nie wrócił.
Szukałam go, ale na próżno, jakby wciągnęła go czarna dziura.

Nie wiem czy to wtedy zaczęłam słyszeć te głosy w mojej głowie czy już wcześniej. Zaczęłam z nimi rozmawiać, cicho tak, żeby nikt nie słyszał, ale ludzie i tak zauważyli. Wtedy to zaczeli nazywać mnie Szeptucha i tak się ostało.

Wciąż prowadzę swój mały biznes, klientów nie brakuje. Prychodzą do mnie różni, tacy jak ja i ci z chmur. Sprzedaje każdemu, bo pieniądze zawsze wyglądaja tak samo. Nawet lubię czasem popatrzeć na tych z chmur, przywołują dobre wspomnienia.

Koncepcja: Wciąż szukam, nie trace nadziei. Czasami pozwalam sobie marzyć, że odnajduje brata, matkę, ojca, że nasze życie znów jest szczęśliwe, że przejmuje sklep matki, że chodze z głową w chmurach. Lubię o tym marzyć, a potem robię pogrzeb i opłakuje swoje marzenia. Gdy dociera do mnie szara rzeczywistość to w niej nie mam żadnych marzeń. Pracuję od świtu, aby mieć co zjeść wieczorem.
Coraz częściej przychodzą do mnie ci z mutacjami. Staram się jak mogę, ale zioła niewiele pomagają. Czasami zastanawiam się czy mogłabym im bardziej pomóc.

Wyglądu użycza: Segovia Amil
Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach